Ku Diunie drui raz (Diuna i Mesjasz Diuny)

Arrakis, to taki Alladyn na LSD. Przynajmniej według tej okładki.
Arrakis, to taki Alladyn na LSD. Przynajmniej według tej okładki.
 
 

Wielu pisarzy na stałe znanych jest w dużej mierze dzięki jednej powieści. Frank Herbert, który napisał wiele różnych książek, zdobył wieczną sławę właściwie dzięki jednej: Diunie. Opowieść o Paulu Atrydzie, Arrakis i odpychających Harkonnenach zyskała niezwykłą popularność. Zdecydowanie wykraczającą poza grono wiernych czytelników fantastyki. Jest to także jedna z najlepiej ocenianych powieści s-f, a o tym jak duże wrażenie wywarła świadczy to, że doczekała się aż dwóch ekranizacji, oraz wielu prób przeniesienia na ekran. Całej serii gier komputerowych, gry RPG i całej gromady rzeczy związanych z tym uniwersum. Co więcej plotki mówią o kolejnej wersji filmowej. Wszystko to wynikało z sukcesu powieści Herberta, którego źródeł należy szukać w wielu różnych rzeczach.

Diuna jest historią o polityce i religii. Opowiada o tym, jak manipuluje się ludźmi w celu zdobycia władzy. Paul Atryda przedstawia się (nie wprost, ale wyraźnie daje o tym do zrozumienia), jako mesjasz dla zamieszkujących Arrakis Freemenów, jako ten człowiek, który poprowadzi ich do nie tylko panowania nad samą planetą, ale także nad całym wszechświatem. Władza będzie się opierać z jednej strony na gospodarce, a z drugiej na religii. Galaktyczny dżihad będzie możliwy dzięki kontrolowaniu najważniejszego surowca w całym wszechświecie. Wydobywanej na Arrakis przyprawie-melanż, która daje osobie ją zażywającej nie tylko ograniczone zdolności profetyczne, ale także jest podstawą podróżowania po kosmosie. Herbert tutaj postawił z jednej strony na bardzo realistyczną powieść, z drugiej stworzył obiekt magiczny. Pod wieloma względami melanż pełni rolę w całej książce Gwiezdno wojennej Mocy. Przy czym zaznaczmy, że Lucas, choć ewidentnie znał powieść Herberta, a i w wielu miejscach się do niej odwoływał, to konstruując własne uniwersum poszedł bardziej w kierunku Johna Cartera i Flasha Gordona.

Sukces Herberta nie wynika jednak tylko z łączenia elementów fantastyczno-magicznych i twardej s-f. Ważnym elementem sprawiającym, że wielu ludzi zostało uwiedzionych przez Diunę jest forma narracji tej powieści. Czytelnik siadając do lektury był wręcz atakowany przez skale historii. Nim zacznie się opowieść o Paulu Atrydzie na pierwszej stronie mamy cytat z Manual of Muad’Dib, tekstu napisanego przez księżniczkę Irulan. Ten cytat jest znaczący gdyż w formie „innej” książki informuje czytelnika, kiedy toczą się wydarzenia. Zarazem jednak ta lokalizacja jest fałszywa, gdyż kompletnie nieprecyzyjna. Mamy bowiem tylko rok panowania Padyszach Imperatora znanego wszechświata Szaddama IV. Nie jesteśmy tutaj w stanie ulokować tej informacji w naszym kontekście pojęciowym. Zaraz po tym oszustwie jesteśmy od razu wrzucani na głęboką wodę opowieści.

Towarzysz Atryda i jego piaskowa książeczka.
Towarzysz Atryda i jego piaskowa książeczka.

Czytelnik poznaje historie równolegle poprzez samą główną narracje, ale też ciągłe cytaty z dzieł istniejących w powieściowej rzeczywistości. Najlepszym wyrazem tej metody tworzenia nastroju historii jest zakończenie książki. Tam możemy przeczytać różne dodatki. Dotyczą one różnych spraw, znajdziemy tam mamy opis ekosystemu planety, religii, ale też raport na temat działalności Bene Gesserit, czy wypis z biogramów przedstawicieli poszczególnych rodów arystokratycznych, ale też słowniczek. Wszystko to jest pisane niejako wewnątrz świata stworzonego przez Herberta. Wiele tych informacji jest całkowicie zbędnych dla czytelnika i fabuły powieści. Spełniają one jednak inną rolę: tworzą nastrój.

Musimy od razu stwierdzić, że ten sposób pisania książki nie jest to pod żadnym względem odkrywczy. Wcześniej opisywał w ten sposób świat Edgar Rice Burroughs w swoich książkach o Marsie. O ile jednak przygody Cartera i innych Czerwonych Marsjan były robione w kontekście rozrywki, czasem krwawej i brutalnej, ale jednak rozrywki, to Herbert zaproponował tak na prawdę traktat o religii i polityce ubrany w szaty wielowątkowej sagi o walce na obcej planecie. Dzięki odpowiedniemu nastrojowi i kreowaniu bardzo konsekwentnym wizji, że mamy do czynienia jedynie z jej fragmentem wprowadzał czytelnika w otchłań wciągającej lektury.

To jest też jedna z przyczyn porażki Mesjasza Diuny. Pierwsza kontynuacja opowieści o wydarzeniach na planecie Arrakis uderza jedną nietypową zmianą. Początkowo powieść wydaje się prowadzona podobnie. Mamy wiele cytatów z różnych utworów napisanych przez Irulan, czy innych autorów. Czytelnik może mieć wrażenie, że ma kontakt z prostą kontynuacją pod każdym względem. Jest jednak pewna zasadnicza zmiana, która sprawia, że wiele osób odrzuca Mesjasza i uznaje, że liczy się tylko pierwszy tom historii. Nie chodzi tutaj o zmianę tematu opowieści. Dalej mamy gęstą sieć polityki i religii. Może jedynie ta druga jest trochę ograniczona względem pierwszej części. Mamy zdecydowanie mniej historii dominującego w galaktyce wyznania. Zamiast tego poszerzone zostało grono ważnych grup interesu działających w państwie rządzonym przez Paula.

W rzeczywistości jednak Herbert dosyć drastycznie zmienił sposób prowadzenia opowieści. Choć w Mesjaszu Diuny autor ten wykorzystał w podobny sposób cytaty, to nie odgrywają one już takiej roli jak w pierwszej części. Można zaryzykować stwierdzenie, że wszystko wynika z przesunięcia akcentów. O ile w Diunie, to świat był na pierwszym planie opowieści, tak tutaj polityka wyrasta na centralny punkt historii. Dlatego też nie przeczytamy w tej książce rozbudowanych dygresji o wierzeniach Freemenów i innych mieszkańców galaktyki. Nie będziemy mogli także przeczytać rozważań na temat polityki i mechanizmów władzy w galaktyce. Zamiast tego historia skupia się na samej intrydze. Dobrym przykładem jest powrót Duncana Idahoo, który, gdyby miał miejsce w pierwszej Diunie, wiązałby się pewnie z jakimś raportem na temat procedur przywracania do życia. Byłoby też rozbudowane wprowadzenie o implikacjach religijno prawnych tego typu działania. Herbert jednak zamiast rozpisywać się na te tematy skupił się na politycznym znaczeniu powrotu zmarłego bohatera.

Stąd też czytelnik siadając do lektury zaraz po przeczytaniu Diuny będzie zaskoczony. Herbert zamiast kontynuować swój styl dokonał całkowitej wolty. Kontynuacja jest całkiem inną powieścią stąd też ci, którzy oczekiwali prostego rozwinięcia opowieści o Paulu Atrydzie muszą być niezadowoleni. Jeżeli jednak zaakceptuje się zmianę, to okazuje się, że Mesjasz Diuny jest bardzo dobrym dopełnieniem historii o dżihadzie i o upadku proroków.

 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.