Przenicowany świat taśmy filmowej

Hollywood w wydaniu Rosji
Hollywood w wydaniu Rosji

Tekst wyjątkowo dzień wcześniej, a to, że jutro w okolicach 12 będę pozbawiony dostępu do internetu. Post jednak musi być i uznałem, że lepiej, aby był wcześniej, niż później.

Powieści Strugackich, co rzadkie w przypadku autorów fantastyki naukowej, doczekały się kilku ekranizacji. Trzeba też powiedzieć, że stanowiły one dobry materiał filmowy. Stąd nie może nikogo dziwić, że i w XXI wieku, wraz z zapoczątkowanym przez Nocną Straż odrodzeniem (czy też może narodzeniem?) się komercyjnego kina Rosyjskiego podjęto próbę ekranizacji którejś z książek napisanych przez braci. Wybór padł na opisywany tutaj Przenicowany Świat, a reżyserem został Fijodor Bondarczuk znany u nas z 9 Kompanii. Dany mu do dyspozycji budżet opiewał na zawrotną sumę 26 milionów dolarów (do tego należy doliczyć 10 milionów wydanych na reklamę). Suma ta jest ogromna zważywszy, że wspomniana Nocna Straż powstała za niecałe 2 miliony tak zwanych zielonych.

Pieniądze pozwoliły na bardzo długi okres kręcenie zdjęć, aż 10 miesięcy, a także na stworzenie bardzo dobrych efektów specjalnych. Jednakże każdy musi zadać sobie pytanie, czy pieniądze wystarczą do zrobienia dobrego filmu? Efekty specjalne, to nie wszystko, nawet, albo i szczególnie w przypadku filmu z gatunku science fiction. Zarazem wypada zwrócić uwagę, że nazwisko Bondarczuka pozwalało mieć od początku nadzieje na produkcję dobrą od strony technicznej.

Jak przekłada się powieść Strugackich na taśmę filmową? Bondarczuk zlecił pisanie scenariusza małżeństwu Diaczenków. Znani są oni także u nas, choć głównie jako autorzy powieści fantasy. Kiedy usiedli do pisania scenariusza wydaje się, że uklęknęli przed powieścią Strugackich i z nabożną czcią pracowali nad stworzeniem swojego tekstu. W praktyce film w żadnym stopniu nie odbiega od powieści. Wiernie, aż ślepo, kroczy jej ścieżkami. Oczywiście są pewne różnice, niektóre postaci znikają, wątek romantyczny jest wyraźniej podkreślony, ale nie zmienia to tego, że mamy do czynienia z produkcją, która w żaden sposób nie burzy się przeciwko materiałowi źródłowemu. Stąd też osoby zainteresowane bardziej szczegółowym opisem fabuły odsyłam do mojej recenzji powieści.

Efektem takiego podejścia, jakie zaprezentowali Diaczenkowie, jest długość filmu. Został on podzielony na dwie części, premiery obu dzielił rok. W sumie mamy przed sobą, jeżeli chcielibyśmy oglądać całość, seans trwający trochę powyżej 3 godzin. Zarazem trzeba stwierdzić, że wiele scen, czy wątków można było spokojnie wyciąć, a zarazem w ten sposób skrócić długość filmu do normalnych 120 minut. Zaznaczmy od razu, że ta uwaga nie oznacza, że film Bondarczuka jest nudny. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze się go ogląda, fabuła jest składna i wydarzenia klarowanie następują po sobie. Jestem zarazem przekonany, że wprawny montażysta z odpowiednio skrojonym scenariuszem mógłby przygotować równie wierną adaptację powieści trwającą przynajmniej godzinę krócej.

Każdy fan wojskowych mundurów znadzjie w tym filmie swoje pięć minut. Tak z 7 razy.
Każdy fan wojskowych mundurów znadzjie w tym filmie swoje pięć minut. Tak z 7 razy.

Są jednak pewne zalety takiego wyboru twórców. Dzięki temu możemy spokojnie oglądać bardzo dobre zdjęcia i efekty specjalne. Rzeczy, które normalnie migałyby w tle tutaj są wyraźnie widoczne. Na swój sposób można powiedzieć, że Bondarczuk za wszelką cenę chciał pokazać, że pieniędzy nie zmarnował. Dzięki temu otrzymaliśmy bardzo gustowne kostiumy i scenografię. Szczególną uwagę zwracają mundury, które są chyba jednymi z lepszych futurystycznych kombinezonów, jakie przyszło nam oglądać w kinie. Także i miasto przyszłości wygląda bardzo zgrabnie, a co ważniejsze, naturalnie. Pewne zarzuty można mieć do scen walki, ale wynikają one trochę z fabuły powieści. Mak Sym był szybszy i zręczniejszy od wszystkich mieszkańców planety. Zostało to pokazane poprzez ograny już trochę „bullet time”. Podsumowując film wygląda niczym najlepszy amerykański przebój, który powstał za kilkaset milionów dolarów. Dzięki zdecydowanie niższym kosztom produkcji w Rosji i Ukrainie Bondarczukowi udało się go zrobić za pieniądze porównywalne z budżetem filmów Woody’ego Allena. O jakości technicznej Przenicowanego Świata najlepiej mówi to, że właściwie jedynie ujęcie początkowe lecącego statku wygląda wyraźnie komputerowo. Jedna kilkuminutowa sekwencja na 3 godziny seansu, to całkiem niezły efekt.

Co ciekawe, biorąc pod uwagę bardzo rozbudowaną stronę wizualną filmu zaskakuje wręcz miałkość muzyki. Jest to typowa symfoniczno-patetyczna mieszanka, która mogłaby służyć za podkład dźwiękowy tak dla opowieści o poszukiwaczach złota na Dzikim Zachodzie, jak i do histori miłości rybaka do plantatorki ryżu gdzieś w Syczuanie. Zresztą dobrze jakość muzyki oddaje wybór piosenki reklamującej film. Odpowiada za nią zespół TOKIO, który zaproponował totalnie nijaki rockowaty kawałek. Nie drażni, nie przeszkadza, ale spokojnie mogłoby go nie być. Trochę szkoda, ale z drugiej strony cieszmy się, że nie otrzymaliśmy czegoś na wzór Beowulfa, bo pomimo wspomnianego braku charakteru, muzyka ta może sobie spokojnie lecieć w tle, kiedy my z ciekawością oglądamy przygody Maka Syma.

Ostatnim tradycyjnym punktem do odhaczenia w recenzji filmu jest napisanie czegoś o aktorach w nim grających. W przypadku Przenicowanego Świata jest pewien problem. Na początku stwierdźmy, że aktorzy zostali bardzo dobrze dobrani i generalnie dobrze czują się w swoich rolach. Bardzo pasował mi sam Bondarczuk w roli trochę dekadenckiego Prokuratora. Także i pozostali bohaterowie drugoplanowi są na tyle dobrze zagrani, że zapadają w pamięci. Wspomnę, że w Przenicowany gra także Julia Snigir, która teraz biega w ostatniej Szklanej pułapce. Napisałem jednak, że jest pewien problem, tym jest Wasilij Stiepanow, który gra Maksyma Krammerera.

Pionier (czerwony!) gotowy do naprawiania świata w myśl dialektyki marksistowsko-leninowskiej
Pionier (czerwony!) gotowy do naprawiania świata w myśl dialektyki marksistowsko-leninowskiej

Bondarczuk podobno przeżył załamanie jak go zobaczył na planie. Został on wybrany do swojej roli na długo przed początkiem zdjęć i reżyser nie przypuszczał, że Stiepanow zacznie bardzo długo przygotowywać się na siłowni. Z chłopaka o normalnej budowie ciała zrobił z siebie gwiazdora filmów fantasy z lat 80-tych. Drugi kryzys Bondarczuka związany był z jego grą aktorską, a raczej jej brakiem. Jego umiejętności drewnianej mimiki porównywać można chyba tylko z Danielem Olbrychskim. Wykrzywiona twarz i spojrzenie przywodzą na myśl plakaty z młodymi rewolucjonistami-pionierami, czy też nieukończony film Eisensteina o Pawliku Morozowie. Widząc Stiepanowa widzimy tak na prawdę chłopaka z plakatów propagandowych ZSRR. To jednak, o ironie, doskonale pasuje do samej postaci Maka Syma, który kreowany jest na przykładnego młodego komunistę. Wielkiej kariery aktorskiej przed nim nie widzę, ale wbrew opiniom, które można wyczytać Stiepanow może być zadowolony z pewnie jedynego dobrego filmu w jego filmografii. Dodajmy, że sam Borys Strugacki stwierdził, że właśnie w ten sposób widzieli tę postać.

Nim przejdziemy do podsumowań warto dodać jeszcze jedną rzecz. Film na swój sposób jest kontrowersyjny. Przenicowany Świat jest ironiczną opowieścią o komunizmie, gdzie podkreślana jest rola manipulowania ludźmi i oszukiwania ich. Wszechobecna propaganda i te sprawy. Fijodor Bondarczuk jest jednym z czołowych twórców wspierających Putina. Jest to na swój sposób ciekawa sytuacja, gdy twórca do pewnego stopnia reżimowy tworzy film, który teoretycznie uderza w system polityczny Rosji. Chyba, że dokonamy bardzo mocnej reinterpretacji i stwierdzimy, że Putin jest tak na prawdę wywrotowcem, który chce wykorzystać opresyjne państwo, aby w długim okresie czasu uratować jego mieszkańców. Pod wieloma względami takie spojrzenie pasuje do obrazu władzy, jaki jest kreowany w Moskwie, ale jest to mimo wszystko mocno niepokojąca sytuacja. Warto dodać, że Borys Strugacki od początku władzy Putina był bardzo krytyczny wobec niego. Robił to znacznie wcześniej nim stało się to modne i gwarantujące popularne fanpage na facebooku.

Kończąc już wypada powiedzieć, że warto obejrzeć obydwie części Przenicowanego Świata. Nie jest to arcydzieło, ale zdecydowanie przyjemny i bardzo ładny film.

 
 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.