Słuchając Barsoom przy okazji nowych Gwiezdnych wojen

Czerwień czerwonej planety dominuje na tej czerwonej okładce płyty.
Czerwień czerwonej planety dominuje na tej czerwonej okładce płyty.

Michael Giacchino jest coraz bardziej znanym kompozytorem muzyki filmowej. Najwięcej osób zapewne kojarzy go ze współpracy z J. J. Abramsem, choćby przy nowym Star Treku. Jego nazwisko pojawiło się także nieoficjalnie przy okazji nowych Gwiezdnych wojen. Jak wiadomo na reżysera przynajmniej jednego z filmów wybrano właśnie Abramsa i stąd się wzięły spekulacje, że Giacchino będzie następcą Johna Williamsa w funkcji kompozytora muzyki do Gwiezdnej sagi. Wielu fanów Starych warsów zakrzyknie zapewne z oburzenia. Williams to przecież klasa sama w sobie, a zarazem jedna z osób na stałe związana z filmami Lucasa. Nim jednak ruszy lincz chciałbym wspomnieć o muzyce, jaką Giacchino skomponował na potrzeby filmu John Carter. Mamy tutaj do czynienia z bardzo podobnym gatunkowo filmem do pierwszych Gwiezdnych wojen.

Nie muszę mówić, że film ten mi się bardzo podobał, a i o samym cyklu powieści napisałem już tutaj sporo. Osoby zainteresowane fabułą etc., polecam zajrzeć do odpowiednich wpisów. Tutaj zajmiemy się samą muzyka. Słuchałem jej przez spotify, więc nie jestem w stanie ocenić opakowania, ale zgaduje, że mamy do czynienia ze standardową płytą ze ścieżką dźwiękową. Na pewno nie jest to arcydzieło edycyjne na wzór przygotowanego przez BMG wydania muzyki do starej trylogii Gwiezdnych wojen. W przypadku Johna Cartera mamy do czynienia z pewnym wyborem, teoretycznie reprezentatywnej muzyki dla filmu. Składa się on z 19 utworów, czyli około godziny muzyki.

Jest to dosyć konserwatywna ścieżka dźwiękowa. Giacchino wykorzystuje orkiestrę symfoniczną, do której nie dodaje nietypowych instrumentów, czy elektroniki. Co pewien czas słyszymy chór, ale jest on zdecydowanie w tle względem dominujących instrumentów smyczkowych. Właściwie muzyka z Johna Cartera mogłaby powstać bez problemu kilkanaście lat temu i nikt nie zauważyłby większej różnicy. Nie jest to wada, a pewne zaznaczenie, że mamy do czynienia z bardzo tradycyjną muzyką filmową. Bardzo odległą od dominującej obecnie twórczości w stylu Hansa Zimmera.

Giacchino karierę rozpoczynał niejako przy Johnie Williamsie, gdyż jedną z jego pierwszych prac w dziedzinie komponowania muzyki były utwory przygotowane na potrzeby gry The Lost World: Jurassic Park z 1997. W ogóle na początku robił bardzo dużo muzyki do różnych gier, między innymi LucasArtsowoLawrencoHollandowego Secret Weapons over Normandy. Związki z Williamsem czuć w muzyce do Johna Cartera. Chociażby w utworze Sab Than Pursues the Princess słychać wyraźnie partie mocno inspirowane muzyką do filmów o Indianie Jonesie. Zarazem nie mamy tutaj do czynienia z bezmyślnym kopiowaniem, a z oddawaniem pewnego hołdu. Zaznajomiony słuchacz muzyki filmowej od razu wychwyci nawiązanie, ale tylko tyle. Jest to coś, czego sam Williams nie może się nauczyć od lat kopiując samego siebie do tego stopnia, że poszczególne płyty różnią się od siebie tylko jednym utworem. Widać to mocno w muzyce do Tin Tina, która jest nieomalże plagiatem właśnie z Indiany Jonesa. Stąd też słuchając kompozycji Giacchino mamy do czynienia z zabawnym uczuciem. Z jednej strony doskonale wszystkie jego chwyty znamy, z drugiej odczuwamy pewną świeżość poszczególnych utworów.

Muzyka do Cartera jest lekka i bardzo przygodowa. Nie mamy tutaj ciężkich patetycznych brzmień, a bardziej utwory przywodzące na myśl beztroskę i radość. Miejscami mamy trochę bardziej tajemnicze utwory (np. Blue Light Special), ale wiążą się one z konkretnymi scenami w filmie. Jeżeli patrzymy szerzej, to szybko dostrzegamy, że nawet kompozycje do scen walki są lekkie, czy wręcz pełne zabawy i humoru. Podobnie jak i film muzyka bawi i widać, że Giacchino sam się dobrze bawił w trakcie jej komponowania.

O ile sam film nie może się pochwalić dużą ilością nagród, to muzyka wygrała nagrodę International Film Music Critics Association w kategorii najlepszej muzyki do filmu fantasy/s-f/horrou (Best Original Score for a Fantasy/Science Fiction/Horror Film). Gdyby ktoś myślał, że jest to jakaś poślednia kategoria przy tych nagrodach, to warto wspomnieć, że razem z Giacchino nominowani byli kompozytorzy muzyki do takich filmów jak Atlas Chmur, Hobbit, Prometeusz i Sinister.

Na koniec wypada wspomnieć o jednej rzeczy, która wzbudza uśmiech na twarzy przy okazji muzyki do Johna Cartera. Tytuły poszczególnych utworów nie dość, że są pełne humoru, to także i nawiązań filmowych. Pomijając owe „humoreski”, gdzie Thernowie i Tharkowie wstawiani są w różne przysłowia, czy określenia (A Thern For The Worse, Thark Side Of Barsoom, Thernabout) mamy także wprost cytaty filmowe (Get Carter), czy parodie (Carter They Come, Carter They Fall). Zawsze jednak warto wspomnieć, że w tytułach wspomniane są i małpy (The Second Biggest Apes I’ve Seen This Month).

W trakcie słuchania całej płyty doskonale jestem w stanie sobie wyobrazić umieszczenie poszczególnych utworów, przy tylko drobnych zmianach, w filmach ze świata Gwiezdnych wojen. Oczywiście Giacchino nie mógłby zastąpić Main Title, czy też Marsza Imperialnego, ale całą resztę? Jak najbardziej. Tym bardziej, że jeżeli spojrzymy na pracę Williamsa przy prequelach, to szybko zobaczymy, że nie wiele rzeczy mu przy nich wyszło. Charakterystyczna jest muzyka z The Phantom Menace, gdzie jest jeden dobry nowy utwór (Duel of Fates), a reszta, to lekko przemontowane dobrze znane kompozycje. Równie dobrze zamiast Williamsa pracować przy filmie mógł dowolny z techników odpowiedzialny za przygotowywanie wyboru muzyki z trylogii na potrzeby gier ze świata Gwiezdnych wojen. Miejscami można odnieść wrażenie, że poradziłby sobie on z tym zadaniem znacznie lepiej niż wielokrotnie nagrodzony kompozytor. W związku z tym nie miałbym nic przeciwko, aby to właśnie Giacchino przygotowywał muzykę do nowych filmów. Tym bardziej, że doskonale sobie poradził przy jednym z niewielu nowych filmów, który miał podobny klimat, jak pierwsza produkcja Lucasa osadzona w tym uniwersum.

ps: Giacchino już raz miał do czynienia ze Star Wars. Skomponował muzykę do Star Tours II, czyli atrakcji Gwiezdno wojennej w parkach rozrywki Disney’a.

ps2: proszę o informacje, czy spotify powyżej działa, czy nie?

 
 
 
 
 
 

5 comments

  1. Aeth says:

    Absolutnie fantastyczny soundtrack, którego słucham często i z prawdziwą przyjemnością. Giacchino to dla mnie kompozytor-kameleon, który świetnie potrafi adaptować różne style i nie zatracić przy tym świeżości (“Star Trek”, powyższy “John Carter”, “Ratatuj”). W OST z “Johna Cartera” – dokładnie tak jak piszesz – słuchać hołd wobec klasyków Williamsa, i jest to piękne, świeże i szalenie wciągające. Mój ulubiony kawałek to co prawda zabawowy “Gravity of the Situation”, ale w całej ścieżce czuć zew prawdziwej przygody 🙂

    Również bardzo bym chciała, by Giacchino zasiadł do soundtracków z nowych “Gwiezdnych wojen” (nawet sama wyszłam z jego nazwiskiem w ankiecie Hataka na FB). Jestem przekonana, że idealnie wpasowałby się w ten styl i stworzył coś nowego, ale wciąż z klasyczną nutą.

    John William faktycznie zrobił się już nieco monotonny, ale jego kopiowanie samego siebie i tak nie przebije Jamesa Hornera. Za każdym razem, jak słyszę jakąś znajomą nutę, myślę sobie coś w stylu: to brzmi jak “Apollo 13″… to pewnie to “Piękny umysł” 😉

  2. hihnttheadmin says:

    @Aeth, Horner jest tak powtarzalny, ze ja nawet nie kojarze zadnego jego utworu 🙂

    @Rusty, no wlasnie nie powinien zadac maila, tylko od razu grac :/ a byloby takie mile legalne umieszczanie muzyki przy wpisach do niej sie odnoszacych :/

Leave a Reply

Your email address will not be published.