Doktor nr 1 (Dr Who)

Kto?
Kto?

Kiedy rozpoczęto prace nad serialem Dr Who głównym i najważniejszym pytaniem było, kto powinien zagrać tytułowego bohatera. Od razu musimy zaznaczyć, że w początkowych założeniach serialu nie był on tożsamy z głównym bohaterem opowieści. Wtedy, kiedy tworzono koncepcje całego serialu miał się on skupiać na przygodach Susan Foreman, która była w wieku potencjalnych widzów, czyli teoretycznie około 15 lat. Używam tu tego sformułowania, dlatego, że do końca nie wiadomo ile miała ona lat, kiedy rozpoczęła się akcja serialu. Mogła być bowiem znacznie starsza, niż to implikuje jej wygląd, jak i to, że chodziła do szkoły. W każdym razie to do niej widzowie mieli odnosić swoje emocje i to z nią mieli się oni utożsamiać. Jednakże Dr Who powstał w czasach, kiedy samotnym dzieciom nie wypadało pozwalać w telewizji skakać w czasie i przestrzeni. To jeszcze nie moment, kiedy mogły powstać produkcje w stylu Dwóch światów. Z czasem oczywiście sytuacja uległa zmianie i to Doktor stał się jedynym władcą opowieści i to bez niego nie dało się kontynuować serialu, ale nie było to zamierzone na początku.

Na pierwszym planie Susan, teoretycznie główna bohaterka serialu. W tle jej ukochany.
Na pierwszym planie Susan, teoretycznie główna bohaterka serialu. W tle jej ukochany.

Stąd też potrzebna była postać, która posiadałaby odpowiedni autorytet. Pełniłaby ona rolę przewodnika po nowym świecie, niczym Obi-Wan Kenobi. Tego typu mentor musi się jednak wyróżniać pewnymi cechami tak charakteru, jak i wyglądu. Odnośnie tego drugiego, powinien być znacznie starszy od właściwego bohatera. Starość ma pewne niejako ograniczenia w sposobie prezentacji, stąd też w praktyce oznaczało to nie tyle po prostu starszą osobę, a już taką, której włosy są białe. Mentor jest w związku z tym pewnego rodzaju senexem, narracyjnym starcem, który radzi i pomaga tym, którzy działają. Musi się to objawiać nie tylko poprzez urodę, ale także i strój. Stąd mamy filmowych czarodziejów o powłóczystych szatach. W naszych czasach odpowiednim mentorem byłby człowiek ubierający się w stylu lat 20-tych i 30-tych XX wieku. Jest to nie tyle pewna ekscentryczność, co bardziej podkreślanie pewnego wyróżnienia z otoczenia. Z tym autorytetem wiąże się także to, że regularnie należy podkreślać, że wie on więcej od innych bohaterów opowieści. Tak jak wie, że jest jeszcze jeden Skywalker, tak też zdaje sobie sprawę z zagrożenia ze strony tajemniczych robotów znacznie wcześniej niż reszta drużyny. Tak skonstruowany mentor potrzebuje także dodatkowego wyróżnika, któryby go odpowiednio oznaczał w całej opowieści. Sam wiek nie wystarcza, ani tym bardziej pewna ekscentryczność. Stąd też wybór tytułu doktora dla naszego bohatera, który, szczególnie w latach 60-tych, wiązał się z odpowiednim respektem wobec jego posiadacza. Po 20 latach mentorzy musieli już być Mistrzami.

Skupiona twarz lekko spiskującego Doktora.
Skupiona twarz lekko spiskującego Doktora.

Mając te rzeczy w pamięci wybór Williama Hartnella na pierwszego odtwórcę roli Doktora nie dziwi. Dodajmy, że miał on dzięki swojej karierze nie tylko odpowiedni doświadczenie, aby odgrywać swoją rolę wystarczająco dobrze, ale także i urodę pasującą do osoby o dosyć władczym charakterze. Najbardziej znany był do tego momentu z ról dowódców i oficerów i chociaż trudno uznać go za aktora spełnionego, to twórcy Dr Who musieli się napracować, aby przekonać go do wystąpienia w produkcji dla dzieci. Za jej przyjęciem przemawiało zapewne nie tylko chęć zagrania dla wnuków, ale także odpowiednio duża pensja. Zarabiał on kilkukrotnie więcej niż reszta aktorów.

W każdym razie Pierwszego Doktora możemy scharakteryzować jako postać dominującą i zdecydowanie władczą. Jest on także trochę złośliwy i humorzasty, jak przystało na starszego człowieka. Można go pod tym względem porównać do innego wiekowego bohatera popkultury, czyli Yody. Obydwaj charakteryzują się podobną mieszanką autorytetu i zarazem komiczności. Doktor regularnie rozkazuje swoim towarzyszom nie znosząc słowa sprzeciwu i na każdą krytyczną uwagę chce pasażerów wyrzucić z TARDIS. Warto podkreślić, że przez pierwszych kilkanaście odcinków byli oni zdecydowanie dla niego tylko obciążeniem i dawał to im do zrozumienia. Zarazem nie jest on dla widzów pod żadnym względem straszny, czy odpychający. Jest po prostu dziwaczny. Bardzo to dobrze widać w kontaktach z obcymi, inni ludzie, towarzysze, się ich boją, natomiast Doktor traktuje ewentualne zagrożenie w sposób niepoważny. Trochę jak duże dziecko, które beszta na przykład niebezpieczną maszynę, jak to czyni Doktor w jednym z ciekawszych seriali[1]: War Machine. Inni ludzie, żołnierze, kryją się w przestrachu, Doktor natomiast napomina i ręką odtrąca maszynę cmokaniem wyrażając dezaprobatę dla jej złego i nieodpowiedniego zachowania.

Pierwsza ofiara Doktora. Strój składający się z kawałka materiału spiętego spinkami wskazuje na pochodzenie ofiary.
Pierwsza ofiara Doktora. Strój składający się z kawałka materiału spiętego spinkami wskazuje na pochodzenie ofiary.

Zarazem musimy pamiętać, że ten sam humorystyczny Doktor w trakcie swoich podróży miał dwie jakże tragiczne przygody. Pierwszą było odejście Susan, która postanowiła zostać na Ziemi przyszłości i pomóc w jej odbudowie po inwazji Daleków. Ukochana Susan, która była wnuczką Doktora jeszcze potem w serialu się pojawiła, ale było to związane ze specyficzną kategorią, jaką są odcinki rocznicowe (odpowiednio Three i Five Doctors). Na tym jednak nie koniec smutnych przygód Doktora. W monumentalnym 12 odcinkowym Dalek’s Master Plan (w rzeczywistości 13, gdyż był jeden odcinek wprowadzający, gdzie nawet nie pojawia się tak na prawdę Doktor!) mamy do czynienia z podwójną śmiercią towarzyszek Doktora: Katariny i Sary Kingdom. O ile odejście wnuczki można było w pełni zrozumieć w ramach rezygnacji aktorki, o tyle obydwie śmierci bohaterek były w całości decyzją scenarzystów. Pierwsza pochodziła z Troi i trafiła na pokład TARDIS dosyć przypadkowo. Zdecydowanie nie potrafiła sobie poradzić z sytuacją, w jakiej się znalazła. Nie była w stanie zrozumieć nowoczesnej technologii i co ważne, nie rozumie pewnych dla nas oczywistych rzeczy. Uważa nawet, że znajduje się w zaświatach, a nie w realnym świecie. Jest zagubiona, a zarazem w pełni oddana Doktorowi. Ufa jemu bezwzględnie i słucha się jego rozkazów. Jej bezsensowna śmierć, kiedy trafiła do śluzy statku i nacisnęła nie ten przycisk, co trzeba, ciąży przez dłuższy czas na Doktorze. To on ją wyciągnął z Troi i to on odpowiadał za to, aby nie stała się jej krzywda, jednak nie poradził sobie z tym zadaniem. Sara Kingdom, która zginęła także tragicznie, była jednak już dorosłą i w pełni świadomą rzeczywistości kobietą, która do pewnego stopnia sama zgotowała sobie swój los. Nie zmienia to jednak tego, że Pierwszy miał wiele na sumieniu i bardzo często widać było na jego twarzy zmęczenie brzemieniem, które przyszło mu nosić.

Doktor i jego czapka. Podkreśla ona ekscentrycznosć bohatera bardziej niż długie siwe włosy.
Doktor i jego czapka. Podkreśla ona ekscentrycznosć bohatera bardziej niż długie siwe włosy.

Poza cechami charakteru warto podkreślić, że Pierwszy nie jest Doktorem biegającym. Nie wypada, aby dystyngowany starszy pan zachowywał się niczym Forrest Gump. Zamiast tego z odpowiednim dystansem i powagą używa on umysłu, aby pokonać przeciwników. Ewentualnie wykorzystuje towarzyszy, którzy zajmują się brudną robotą. Nie zmienia to jednak tego, że serial pokazuje, że można pokonać przeciwnika w inny, niż siłowy, sposób. Widać tutaj nie tylko edukacyjne zacięcie twórców, ale także i pomysł, aby bohater wyróżniał się na tle innych gwiazd telewizji.

Oglądając odcinki z Pierwszym Doktorem szybko dostrzeżemy pewne ważne elementy całego serialu, które na stałe weszły do jego kanonu. Po pierwsze wraz z nim pojawiły się dwie główne rasy przeciwników: Dalekowie i Cybermeni. Obydwie rasy wykreowano na potrzeby przygód Pierwszego i nie jako dobrze go flankują. Ci pierwsi pojawili się już w drugim serialu jego przygód, natomiast drudzy w ostatnim. Poza tym spotyka on wiele innych różnych ras obcych, którzy czasem są wrodzy, a czasem potrzebują pomocy. Dobrym przykładem jest bardzo ciekawy serial The Web Planet, gdzie insekto-podobne rasy walczą o planetę Vortis przeciwko tajemniczej istocie zwanej Animus. Także i pewne założenia, takie jak sposób działania TARDIS, który był wyjaśniany na przestrzeni pierwszych sezonów, czy też pewne wstępne wyobrażenie rasy, z której pochodził sam Doktor. Nie będę nawet wspominać o muzyce, gdyż wystarczająco dużo na ten temat pisałem w innym miejscu.

To jest Mnich, poza prowadzeniem działalności odpowiedniej do funkcji mnicha, w wolnyh chwilach zmienia przyszłość.
To jest Mnich, poza prowadzeniem działalności odpowiedniej do funkcji mnicha, w wolnyh chwilach zmienia przyszłość.

Co ciekawe Susan i Doktor to nie jedyni Władcy Czasu, gdyż taki tytuł on posiadał, jacy pojawili się w pierwszych sezonach Dr Who. Już w drugim sezonie na ekranie w roli negatywnego bohatera pokazał się Mnich. Ubrany w odpowiedni strój manipulował on przeszłością, aby odpowiednio ukierunkować przyszłość. O ile sam Doktor, co jest często podkreślane w serialu, starał się nie zmieniać wydarzeń, tak Mnich jest pod tym względem jego antytezą. Jego celem jest naprawienie rzeczywistości. Koniec końców czekał go smutny los w jednym z późniejszych seriali, kiedy to Doktor porzucił go z uszkodzonym TARDIS na jednej z planet. Późniejszy Master był do pewnego stopnia reinkarnacją koncepcji tego właśnie bohatera, ale na niego trzeba było jeszcze poczekać.

Zaznaczmy jeszcze, że jeżeli chodzi o same opowieści, to możemy dokonać pewnego wyraźnego podziału na dwie kategorie przygód Doktora. Jedne dotyczyły obcych planet, a drugie były quasi edukacyjnymi opowieściami na temat przeszłości. Te ostatnie nie cieszyły się aż taką popularnością, co łatwo zrozumieć, jeżeli spojrzy się na scenografię. Wspomniane The Web Planet dosyć zgrabnie udaje obcy świat, niestety tego samego nie można powiedzieć o scenografii udającej OK Coral, który pojawia się w jednym z seriali. Wynikało to w dużej mierze z tego, że widz ma pewne wyobrażenie na temat tego, jak wyglądają obiekty realnie istniejące w naszym świecie. Przez to łatwiej nam jest dostrzec tekturowe ściany, kiedy jednak widzimy obcą planetę, to do póki scenografia się nie sypię, to jest ona akceptowalna.

Skoro już jesteśmy przy kwestiach dotyczących techniczne strony produkcji, to wypada zaznaczyć, że wbrew potocznej opinii nie jest źle. Efekty specjalne nie są może wspaniałe, ale spełniają swoją rolę. Pomaga w tym fakt, że całość jest czarno-biała, co miejscami dosyć dobrze ukrywa pewne niedoróbki. Oczywiście dalej mamy do czynienia z serialem z lat 60-tych, ale w gruncie rzeczy bardziej postarzały się późniejsze opowieści z trzecim i kolejnymi Doktorami, aniżeli pierwsza dwójka.

To nie jest fotomontaż. W jednym odcinku Doktor rzeczywiście przejął kontrolę nad Dalekiem metodą wejścia do środka.
To nie jest fotomontaż. W jednym odcinku Doktor rzeczywiście przejął kontrolę nad Dalekiem metodą wejścia do środka.

Niestety William Hartnell z czasem był coraz bardziej chory. Dotknęła go najbardziej niewdzięczna choroba dla aktora: tracił pamięć. Było to tym bardziej problematyczne, że sam serial był robiony właściwie przez cały rok i nie było możliwości nawet dać mu czasu na odpoczynek, czy leczenie. W ciągu jednego sezonu powstawało prawie 50 odcinków. Tempo bardzo szybki, tym bardziej dla chorującej osoby. Z czasem sami producenci zorientowali się, że dłużej nie można liczyć na jego usługi. Podjęli wtedy decyzje o zmianie aktora. Wraz z nim postanowili zmienić psychikę głównego już wtedy bohatera serialu. Ta zmiana była dosyć kontrowersyjna, o czym napiszę, kiedy będę omawiać postać Drugiego. Tutaj dodam jeszcze tylko, że Hartnell stworzył pewne wyobrażenie Doktora, które bardzo długo pozostawało jedynym możliwym. Poszczególni następni odtwórcy tej roli odwoływali się do jego kreacji i widać to chyba najlepiej w przypadku Siódmego. Bez tego dystyngowanego starszego pana nie byłoby Dr Who i nie bez powodu dalej dla wielu fanów serialu, to on jest tym prawdziwym Władcą Czasu.

 

 

[1] Mała uwaga techniczna, pojęcie serial odnosi się tutaj do grupy odcinków połączonych fabularnie (na przykład The Celestial Toymaker, który miał 4 odcinki). Co prawda jest to pewna kalka z języka angielskiego, ale lepszej chyba nie ma. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

4 comments

  1. Misiael says:

    Abstrahując od naszej dyskusji na moim poletku – oglądałeś już Metal Hurlan Chronicles? Co sądzisz o tym serialu? ciekaw jestem Twojej opinii.

    A sama notka o DW świetna. I mam nadzieję na jedenastonotkowy cykl.

    • hihnttheadmin says:

      MHC jest na liscie priorytetowych rzeczy do obejrzenia. Jak tylko to zrobie, to na pewno pojawi sie tutaj moja opinia.
      Beda wpisy o kolejnych Doktorach, ale troche czasu to zajmie – trzeba obejrzec tych kilkaset odcinkow serialu (niby o 4, 5, czy 7 moglbym juz teraz napisac, ale wole isc chronologicznie).

Leave a Reply to Pani Recydywa Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *