Kino i seks

Oglądając średnio udanych Łowców głów zwróciłem uwagę na jedną scenę w tym filmie. W pewnym momencie, po dramatycznym wyznaniu poranionego głównego bohatera o tym, że zabił kogoś i ogólnie rzecz ujmując nie można go nazwać dobrym człowiekiem jego żona zamiast krzyknąć z przerażenia, uciec, albo wezwać policję zaczęła go całować. Potem nastąpiła niepokazana już scena erotyczna. Cała sekwencja jest doskonałym przykładem na pewien problemu, który chcę dzisiaj poruszyć, czyli jak twórcy kina sobie wyobrażają tak zwane momenty. Będziemy tutaj omawiać to zagadnienie, ale bez grafik, bo mimo wszystko jest to blog bez ograniczeń wiekowych. Skupie się na kobietach, gdyż z punktu widzenia kategorii wiekowych pokazanie ich bez ubrania wiąże się z konkretnymi efektami. Daniel Craig jako Bond może chodzić po ekranie bez koszuli i nie wpływa to w żaden sposób na to od ilu lat można oglądać dany film. Wynika to oczywiście z kulturowego rozumienia nagości, które jest różne w zależności od płci, przez co twórcy mogą pokazywać półnagich bohaterów bez żadnych negatywnych dla nich konsekwencji, podczas, gdy bohaterka w podobnym negliżu jest już odbierana dramatycznie inaczej.

 

W tym filmie częściej spódnice ma aktor grający główną rolę, aniżeli aktorka. Z drugiej strony szkota gra tutaj Francuz z Ameryki, a Szkot Hiszpana z Egiptu.
W tym filmie częściej spódnice ma aktor grający główną rolę, aniżeli aktorka. Z drugiej strony szkota gra tutaj Francuz z Ameryki, a Szkot Hiszpana z Egiptu.

Nie będę tutaj omawiać filmów takich jak Dziewiąte wrota, gdzie seks na masce samochodu po spaleniu zamku nie jest uprawiany przez głównego bohatera z kobietą, a z diabłem w kobiecym ciele. Moja indyferencja na ten przypadek spowodowana nie jest jakąś głęboką myślą Polańskiego, kiedy kręcił tę scenę. Jest ona zdecydowanie głupia, ale można ją uzasadnić piekielnymi siłami, które otaczają bohatera w całym filmie. Zamiast tego chciałbym się skupić na całkowicie absurdalnych przypadkach. Zacznijmy może od najbardziej humorystycznego. W latach 80-tych powstał klasyczny film z gatunku urban fantasy, czyli Highlander. Doczekał się on zresztą kolejnych części, które charakteryzują się niezwykle ciekawym elementem wspólnym dla wszystkich części. Nie chodzi tutaj o dużą ilość scen rozbieranych, a o jeden szczególny ich motyw. Wszystkie, w których partycypuje główny bohater, rozpoczynają się od słów I am Connor MacLeod of the Clan MacLeod (…) and I am immortal. Można odnieść wrażenie, że te słowa są lepszym afrodyzjakiem niż różnorodne środki chemiczne reklamowane tu i ówdzie.

Komiczność całej sytuacji nie ogranicza się jednak tylko do tej jednej frazy. W pierwszej części filmu jest ona wypowiedziana zaraz po tym, jak bohater wbił sobie nóż w brzuch. Jak wiadomo nic bardziej nie podnieca kobiety niż krew umierającego ukochanego. Jeżeliby ktoś myślał, że to wszystko, na co stać twórców, to nie widział drugiej części. Tam główna bohaterka oddaje się Connorowi w ciemnej uliczce obok śmietnika po tym, jak ten zabił dwóch napastników i w niezwykły sposób odmłodniał. Jak widać także i krew przeciwników potrafi według filmowców podniecić bohaterów na tyle, że nie przejmują się świadkami i wybuchami. Nie będę nawet pisać o części trzeciej, bo tam mieliśmy do czynienia z istną orgią scen erotycznych zrobionych ewidentnie bez pomysłu i bez celu dla fabuły filmu.

O tym, że śmierć sprawia, że kobiety chętniej idą do łóżka uczą nas też Bondy. Na końcu prawie każdego filmu musi pojawić się scena, jak to nasz dzielny agent MI6 zaraz po zamordowaniu niezliczonej liczby przeciwników i uratowaniu świata oddaje się cielesnym rozkoszom z kobietą, która albo od pierwszej minuty się w nim kochała, albo nienawidziła. W tym drugim przypadku dopiero pod koniec opowieści uległa jego czarowi. Zaznaczmy jednak, że w przeciwieństwie do chociażby Highlandera owe sceny są świadomie humorystyczne i mamy puszczane w nich oko do widowni.

 

Co ciekawe ten marny film ma bardzo dobry plakat.
Co ciekawe ten marny film ma bardzo dobry plakat.

Równie irracjonalnie jak kobiet Highlanderowe zachowuje się Irina, bohaterka Parku Gorkiego. Ten w gruncie rzeczy głupawy kryminał opowiadający o tajemniczym morderstwie w tytułowym parku w Moskwie charakteryzuje się bardzo mało wiarygodnymi zachowaniami bohaterów. Film dosyć wiernie pokazuje Brytyjską fascynację Związkiem Radzieckim. Chociaż jest tam źle, a i korupcja jest wszechobecna, to czuć wyraźnie pozytywny stosunek do samego systemu. Nie wspominając już o tym, że jak zwykle tym prawdziwym złym okazuje się amerykański imperialista. W gruncie rzeczy, czego innego należy się spodziewać po scenariuszu napisanym przez Dennisa Pottera? W każdym razie głównym bohaterem filmu jest Arkady Renko, oficer moskiewskiej milicji. W pewnym momencie próbuje on przekonać podtrutą Irinę, że jej przyjaciele nie żyją. Kiedy w końcu powoli zaczyna do niej docierać sytuacja zamiast jakiejś reakcji na ich straszny los, okazuje się, że ważniejsze dla niej i dla niego jest spędzenie nocy w stanie bez ubrania. Rano oczywiście okazuje się, że ona dalej jemu nie wierzy.

Wypada dodać w tym miejscu, że w swoim tekście skupiam się na filmach raczej ciekawych. Oznacza to, że muszę pominąć w praktyce całą polską kinematografię. Za odpowiedź, dlaczego doskonale może posłużyć opis pewnej niezwykle wybitnej sceny erotycznej. Mamy ubranego w brudne rzeczy mężczyznę z brodą i ogólną aparycją niewskazującą na częste kąpiele. Z drugiej jest półnaga w miarę ładna dziewczyna, która zaczyna całować bohatera. W tej chwili pada dialog, a raczej monolog, który brzmi mniej więcej tak:

– Jestem księdzem.

Kobieta nie przestaje całować mężczyzny.

– Mam HIV.

Kobieta nie przestaje całować. Całość filmu była zapewne niezwykle głęboka, ale tak tej sceny logiczność, jak i sposób zagrania sprawił, że chyba nikt tego filmu nie obejrzał.

Dlaczego jednak w filmach mamy całkowicie idiotyczne sceny erotyczne, które wyglądają niczym dokręcone do gotowego filmu? Można to chyba wyjaśnić bez większych problemów na przykładzie filmowych Bondów. Mamy do czynienia z ograniczonym czasem projekcji i trzeba w trakcie jednego seansu zapewnić widzowi wystarczająco wiele seksu, jaki przemocy. Czasem pojawia się problem, bo nie można tego pierwszego elementu wprowadzić w sposób sensowny. Dobrym przykładem gładkiego rozwiązania Twórcy w związku z tym muszą gdzieś umieścić odpowiednie sceny, ale cóż poradzić skoro wszystko układa się w taki absurdalny sposób.

To nie jest Robin Hood, to Herkules! Chociaż nie jestem pewien, czy twórcy widzieli różnice.
To nie jest Robin Hood, to Herkules! Chociaż nie jestem pewien, czy twórcy widzieli różnice.

Bohaterowie w związku z tym spędzają chwile uniesienia w ciemnej uliczce, tudzież zaraz po zamordowaniu wielu ludzi. Pewnym bardzo wyróżniającym się przykładem takiego prowadzenia opowieści jest telewizyjny miniserial Hercules (nie chodzi tutaj o produkcje z Kevinem Sorbo). Oglądałem jedynie parę minut tego „arcydzieła”, ale wystarczyło, aby móc skreślić kilka uwag. Po pierwsze aktora zatrudniono ze względu na „klatę”. Po drugie, serial Rzym pozostawił po sobie ewidentnie nadmiar scenografii i kostiumów, a to, że Herkules biegał głównie po Grecji nie ma większego znaczenia i spokojnie można przenieść budynki, czy stroje z Wiecznego miasta wprost do Teb. Po trzecie, Nowa Zelandia robi się powoli nudna i po czwarte, ale najważniejsze: sceny erotyczne potrafią być tym dziwniejsze, im są bardziej niewinne. W tym Herculesie, zaraz po tym, jak pozabijał on wszystkie swoje dzieci, postać grana przez Lele Sobieski, która została pomalowana na złoto niczym sekretarka z Goldfingera, wyraźnie uznała, że idealnie nadaje się on na ojca jej syna. W tym celu poszła do łóżka nieprzytomnego Herkulesa, zaraz po wspomnianym mordzie i po tym, gdy próbował on popełnić samobójstwo robiąc dla siebie stos pogrzebowy, kładąc się na nim i wyciągając rękę z mieczem do góry. Piorun wprost od Dzeusa oczywiście trafił idealnie w bohatera, lekko go podsmażył, ale nie zabił. Bardzo smutnym elementem owej sceny erotycznej było to, że Herkules nawet się nie obudził w jej trakcie. Zupełnie jak w opisywanym przeze mnie Beowulfie.

Zresztą we wspomnianym Rzymie także mieliśmy do czynienia z pomysłem, że poprzez sceny erotyczne jesteśmy w stanie sprawić, że ludzie będą uznawać całą opowieść za dorosłą. Jest to pewien schemat praktykowany przez HBO w wielu ich produkcjach. Zamiast robić fabułę dla dorosłego widza zapełnia się ją przekleństwami i nagością (także męską). Powoduje to automatycznie podwyższenie kategorii wiekowej, jak i pozwala mówić, że mamy do czynienia z poważną dorosłą opowieścią.

Żeby nie było, bezprzykładna i nagminna nagość może być pokazana w sposób logiczny i sensowny, który nie wzbudza rozbawienia, tudzież zdziwienia. Dobrym przykładem są filmy więzienne typu Forteca 2. Przywołuje go nie tylko, dlatego, że występuje w nim Christopher Lambert, a dlatego, że mamy tam logicznie zaprezentowaną scenę, gdzie można pokazać kilka aktorek nago. Prysznic i scena pod nim. Z oczywistych powodów ludzie nie mają w zwyczaju myć się w ubraniach. Możemy ich w związku z tym ustawić w tłumie i pokazać kamerą ze wszystkimi szczegółami. Dla każdego bardziej rozeznanego w kinematografii widza oczywistym jest, że cała taka sekwencja została pomyślana po to, aby bohaterki mogły pod prysznicem podzielić się swoimi rozważaniami na temat wszechświata i całej reszty. Swego czasu widziałem film Charlesa Banda w reżyserii Jima Wynorskiego (obydwa nazwiska już się tutaj pojawiały), który opowiadał o duchu seryjnego mordercy, który grasował w wieżowcu. Próbował on pozabijać grupę dziewczyn otwierających właśnie sklep z bielizną. Jak się szybko okazało w jednym z gabinetów na środku pomieszczenia znajdował się prysznic, z którego wszystkie bohaterki skorzystały. Film był żenująco wręcz słaby i tutaj te najtańsze według Wynorskiego efekty specjalne w postaci silikonowych piersi nie były w stanie tego zmienić. Jest to jednak przykład spektakularnie złej produkcji.

Zmierzając do końca należy stwierdzić, że kino jest pełne idiotycznych i z punktu widzenia fabuły zbędnych scen erotycznych. Przemyślany zamysł zwrócenia na siebie uwagi okazywał się jednak zwodniczy dla producentów. Bardzo często zamiast wzbudzić wiadome instynkty poprzez sceny nagości i seksu, prowokowały one do śmiechu i żartów. Widzowie są po prostu zbyt złośliwi, a co ważniejsze, jest coraz mniej widzów, którzy kierują się tymi instynktami przy wyborze filmu. Częściej mamy do czynienia z udawaniem poprzez tego typu sceny filmów poważniejszych, bardziej dorosłych. Nie przeszkadza nam to jednak śmiać się, nie z odtwórców ról, czy nagości, a z absurdalnych i dziwacznych pomysłów scenarzystów i reżyserów, którzy chcą zarobić na neglżu.

Ps: Na chwile jeszcze odniosę się do mężczyzn i ich roli na ekranie. Wspominałem o kulturowych uwarunkowaniach, które sprawiają, że nie biegają oni równie często bez ubrań, jak kobiety. Jest jednakże także jeden element dodatkowy. Widzowie są wredni i bywały już sytuacje, że po nakręceniu scen, gdzie wszystko było widać, po pokazach testowych je usuwano. Zbyt często pojawiały się komentarze odnośnie pewnych części ciała, które zwykle nie były pochlebne. Przykładem jest Gra o miłość z 1999 roku z Kevinem Costnerem. Widownia nie była zbyt miła dla głównej gwiazdy filmu.

 
 
 
 
 

4 comments

  1. zwierz says:

    Taka mała uwaga odnośnie nadmiaru “momentów” w HBO. Kiedyś HBo było jako stacja kablowa jedną w której w USA w godzinach dobrej oglądalności pokazywano tak zbereźne rzeczy jak kobiecy biust. Tak więc HBO do dziś płaci takimi scenami swoim abonentom. Ja tam nawet ten nadmiar lubię – jest kiedy wyjść zrobić kanapkę.

    • hihnttheadmin says:

      Wiem, ale czasy sie zmienily i mogliby chociaz postarac sie, aby te momenty mialy sens, a nie byly dodatkami wzietymi z czapy.

Leave a Reply

Your email address will not be published.