Czy reżyserzy śnią o elektrycznych aktorach?

Przez dobrą duszę zostałem poinformowany, że w sobotę w programie 3 Polskiego Radia było nadawane coś pod tytułem Blade runner – czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Chodzi tutaj nie o film Scotta, a o powieść Philipa K. Dicka. Trochę smutne i śmieszne zarazem, że tytuł polskiego nowego wydania książki jest tak koślawy. Pomińmy jednakże to, jak i samą powieść Dicka. Co nadała Trójka w sobotę? Trudno powiedzieć i, o tym będzie dzisiejszy tekst.

Reklamówka graficzna.

Zacznijmy może od cytatu ze strony radia: W trzeciej godzinie audycji Piotra Metza wyjątkowe – jeśli chodzi o formy radiowe – wydarzenie: Realizowane na żywo, z graną na żywo muzyką, w obecności aktorów i publiczności słuchowisko, godzinna adaptacja słynnej powieści Philipa K. Dicka. Pomińmy dosyć patetycznie brzmiące elementy zapowiedzi. W tym te, co najmniej wzbudzające wątpliwość, jak hasło o wyjątkowości tej formy „wydarzenia”. Ważne dla nas są tylko słowa o godzinnej adaptacji. Zresztą groteskowe brzmienie powyższej zapowiedzi jest pobite przez inny tekst twórców: Natomiast dzięki technologii binauralnej na słuchawkach po raz pierwszy w audiobooku możemy usłyszeć przestrzeń… lewo – prawo, góra – dół, blisko – daleko… to zupełnie nowa przestrzeń słowa, nowe wrażenia i doznania słuchowe jakie po raz pierwszy na świecie zaproponowane zostały w audiobooku. Przyznam, że jak czytam te słowa, to trochę chce mi się śmiać. Gorsze to jest od zapowiedzi filmowych, gdzie zawsze mamy słowa o tym, że dana produkcja jest największym arcydziełem od czasów… i tu należy wstawić jakiś ostatnio modny tytuł.

W każdym razie mamy mieć do czynienia ze słuchowiskiem radiowym będącym adaptacją powieści Dicka. W rolach głównych Andrzej Chyra, Anna Dereszowska, Magdalena Popławska i Łukasz Simlat. Z tego zestawu tak na prawdę kojarzę tylko Andrzeja Chyrę, ale przyznaje, że nie za bardzo jestem na bieżąco, jeżeli chodzi o polską kinematografię. Narratorem opowieści jest Robert Więckiewicz. Za muzykę odpowiada dosyć znany zespół Pink Freud. Zestaw nazwisk raczej bardzo dobry i przypuszczam, że ktoś mógłby mieć wielkie nadzieje, że oto fantastyka wchodzi na te coraz lepsze salony. Zresztą Dick bardzo dobrze się do tego nadaje, gdyż jeszcze za swojego życia był w Europie bardzo cenionym autorem. Znacznie bardziej niż w swojej ojczyźnie.

Co jednak twórcy audiobooka nam zaoferowali pod hasłem słuchowiska? Smutna prawda jest taka, że dostaliśmy bardzo żenujące coś, co właściwie trudno jest jednoznacznie określić. Mieliśmy oto godzinny skrót powieści. Sceny zostały wybrane prawdopodobnie w dosyć losowy sposób tak, że słuchacz nie za bardzo ma szanse zorientować się w tym, o czym jest opowieść. Otrzymaliśmy dzięki temu godzinny bełkotliwy kolaż scen. Ktoś może powiedzieć, że ciężko jest zrobić radiową adaptację książki i zmieścić się w godzinie czasu. Bardzo mądre stwierdzenie, ale kompletnie nieprawdziwe. Mamy wiele przykładów takich udanych adaptacji. Wystarczy wspomnieć, że CBS swego czasu zrobiło trwającą godzinę adaptacje Nowego wspaniałego świata Huxley’a. Mówimy tutaj o książce całkiem skomplikowanej i pełnej różnych, jak na owe czasy kontrowersyjnych scen. Ówczesnym radiowcom udało się bez większych cięć przenieść opowieść do radia, zachowując w pełni przesłanie książki.

Niestety twórcy Blade Runnera… poszli na łatwiznę. Generalnie łatwo zrozumieć, dlaczego. W rzeczywistości to „wydarzenie” jest godzinną reklamówką audiobooka. Po co wysilać się w celu stworzenia czegoś naprawdę dobrego? Przypuszczalnie założyli także, że większość osób skupi się na muzyce Pink Freud, gdyż ten zespół ma dosyć stałe i wierne grono fanów. Nie zmienia to tego, że w ten sposób twórcy zrobili strzał do własnej bramki, bo zamiast reklamy stworzyli antyreklamę. Co więcej zmarnowali świetną okazje do zrobienia naprawdę czegoś ciekawego i interesującego.

No, ale może to tylko ta godzinna wersja jest zmarnowaniem czasu, a sam audiobook jest wart zainteresowania? Przyznam, że słuchając tej reklamówki doszedłem do wniosku, że jego zakup byłby wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Jakie są elementy dobrego „słuchowiska” (by użyć tego kompletnie niepoprawnego terminu)? Aktorzy o wyrazistych, rozpoznawalnych głosach, którzy wypowiadają swoje kwestie w sposób zrozumiały i wyraźny. Poza tym ścieżka dźwiękowa powinna albo nie istnieć, albo pomagać w budowaniu przez opowiadaczy historii. Zbyt dominująca muzyka może sprawić, że słowo straci swoje znaczenie, a to jednak ono powinno być najważniejsze.

Nasze żale zacznijmy od aktorów. Niestety po raz kolejny widać dramatyczną wręcz sytuacje polskiego kina, telewizji i sztuki. Nie mamy aktorów posiadających głosy. Wszyscy mówią praktycznie tak samo. W przypadku Blade Runnera czasem ciężko było rozpoznać, która z postaci kobiecych mówi daną kwestię. Wszystko zlewało się w jednolitą masę. Drażniącą dodajmy. Głosy męskie, o ile łatwiej je rozróżnić, też pozostawiają wiele do życzenia. Andrzejowi Chyrze przydałoby się, aby obejrzał parę filmów, posłuchał kilku słuchowisk radiowych i może wtedy zorientowałby się, że wypowiadania wszystkich kwestii głosem będącym czymś pomiędzy jękami osoby cierpiącej na zatwardzenie/ranę postrzałową brzucha, a okrzykami wydawanymi przez bohaterów filmów klasy B podczas scen erotycznych, nie jest dobrym pomysłem. Tutaj zresztą jedna rzecz zwróciła moją uwagę. W trakcie przedstawienia na scenie wszyscy siedzieli. Mówili swoje chaotyczne kwestie do widowni, a nie do siebie. Nie byłoby źle, gdyby spróbowali oni wstać, „żyć”, a i rozmawiać między sobą. W każdym razie nasze gwiazdki kina po raz kolejny pokazały, że fatalny stan naszej kinematografii, to nie tylko wina złych scenariuszy, fatalnej reżyserii, marnej pracy operatora, ale także aktorzy mają w tym swój duży udział.

Trzeba jeszcze wspomnieć o muzyce. Pink Freud przedstawił zestaw przyjemnych utworów, które mogą być podkładem do każdej książki. Mamy do czynienia z muzyka łatwą, prostą, melodyjną, ale właściwie dla historii zbędną i nic jej niedodającą. Równie dobrze w tle mogłaby lecieć dowolna płyta, a różnic słuchacz by nie zauważył. Nie chodzi tutaj o to, że nie mamy muzyki Vangelisa, albo chociaż elektroniki. Nie mam nic przeciwko nietypowemu dopasowaniu gatunków muzycznych do opowieści. Niestety w tym wypadku o żadnym dopasowaniu nie ma mowy. Tło swoje, akcja swoje.

Drogi czytelniku, moje zdanie jest jasne. Nie warto marnować pieniędzy na Blade Runnera. Mówię to z przykrością, bo mogło to być coś ciekawego. Niestety otrzymaliśmy kolejny przykład tak zwanej polskiej beznadziejności. Szkoda, ale trzeba podziękować Trójce. Dzięki godzinnej reklamie każdy słuchacz mógł się przekonać, jakiego to nam potworka szykują wydawcy.

Dwie strony Trójki o projekcie: pierwsza i druga.

 
 
 
 
 
 
 

3 comments

  1. Pani Recydywa says:

    To chyba jakaś nowa moda, ale teraz oglądam Teatr TV a tam aktorzy zamiast normalnie grać, siedzą wszyscy na kanapie i mówią do publiczności zamiast do siebie. W dodatku wszystko bez większych emocji, monotonnym głosem. Temat ciekawy, gra mój ulubiony polski aktor a oglądać się nie da.

    • hihnttheadmin says:

      Bo cos namieszalem w ustawieniach. Co do teatru telewizji, to chyba chodzi o pewien poziom artyzmu, ktory wykracza poza rozsadek :/

Leave a Reply

Your email address will not be published.