Władca Marsa

Ilustracja J. Allena st. Johna zamieszczona w pierwszym wydaniu książkowym Warlod of Mars.

W miesiąc po zakończeniu publikacji Gods of Mars Burroughs przystąpił do pisania, jak się okazało, ostatniej na dłuższy czas książki o Johnie Carterze. Wydaje się także, że do pewnego stopnia była ona pomyślana, jako zakończenie całego cyklu. Szybko w trakcie lektury można się zorientować, że mamy do czynienia z rozwiązaniem wszystkich wątków fabularnych, jakie zostały wprowadzone tak w Księżniczce Marsa, jak i Bogach Marsa. W pierwszej części mieliśmy do czynienia z wprowadzeniem do świata, oraz z przedstawieniem bohaterów, druga rozwijała ich losy, oraz była w pełni napisana jako powieść ledwie wprowadzająca do właściwego finału opowieści. Trzecia w końcu przynosiła pewne konkluzje odnośnie tak Johna Cartera, ale też i samego świata Barsoom.

Prace nad książką były, jak to Burroughs miał w zwyczaju, nie trwały zbyt długo. Do rąk czytelników trafiła ona już w grudniu 1913 roku, czyli ledwie po siedmiu miesiącach od opublikowania Bogów Marsa. Warlord of Mars ukazał się najpierw w czterech częściach, z których ostatnia pojawiła się w marcu 1914. Wszystkie, jak to miało też miejsce w przypadku poprzednich książek, znalazły się na stronach All-Story Magazine. Dalsza historia powieści jest także podobna do drogi wydawniczej poprzednich części sagi. W 1919 została wydana w formie książkowej przez A. C. McClurg. Przy czym o ile powstanie Gods of Mars było do pewnego stopnia zainspirowane przez wydawcę, to w przypadku Warlord of Mars wszystko było pomysłem i kreacją samego Burroughsa.

Pierwsze dwie książki cyklu kończyły się klasycznymi cliffhangerami. Ostatnie strony Księżniczki Marsa opowiadały jak John Carter trafił na kilka lat na Ziemie. Przez ten czas próbował za wszelką cenę wrócić na Barsoom, tym bardziej, że nie wiedział, co się stało z jego ukochaną księżniczką Helium Dejah Thoris. Pytanie o losy najdroższej kobiety życia są obecne także w zakończeniu Gods of Mars. W przypadku tej powieści po zniszczeniu kultu bogini Iss i pokonaniu Pierworodnych Marsa, oraz Thernów czytelnik winien się spodziewać, że bohatera czeka happy end i będzie mógł on wreszcie spędzić resztę swojego życia z kobietą, dla której zrobiłby i zrobił wszystko. Niestety, okazało się, że Iss kazała zamknąć ją razem z Thuvia i Phaidor, córką Matai Shanga hekkadora Thernów, w Świątyni Słońca. To najświętsze miejsce dla pierworodnych miało rozbudowane podziemia. Jedną ich część można było zamknąć na rok i takoż Iss uczyniła w akcie zemsty na Carterze za swoją klęskę. Na domiar złego ostatnim widokiem, jaki ujrzał dzielny kapitan konfederatów była Phaidor próbująca zabić Dejah Thoris. Dla tej Białej Marsjanki księżniczka Helium była wrogiem nie tyle ze względu na rasę, co dlatego, że John Carter odtrącił jej rękę na rzecz właśnie córki Mors Kajaka. Czytelnicy, podobnie jak i Carter musieli teraz czekać, aż wyjaśnią się dalsze losy bohaterów.

Warlord of Mars rozpoczyna się w kilka miesięcy po wydarzeniach Bogów Marsa. Na Barsoom panuje spokój, Pierworodni Marsa odrzucili zabobonną wiarę w Iss. Natomiast ich Jeddakiem został Xodar, który był wcześniej sojusznikiem Cartera w jego walce z krwiożerczą boginią. Thernowie w dużej mierze są spacyfikowani. Zostało jednak 6 miesięcy aż podziemia Świątyni Słońca się otworzą. Pewnej nocy Carter postanawia śledzić jednego ze szlachciców Pierworodnych o imieniu Thurid. Doskonale wiedział, że ten go szczerze nienawidzi. W trakcie wydarzeń opisanych w Bogach Marsa Carter upokorzył go w walce i dumny Pierworodny poprzysiągł mu nie tylko nienawiść, ale i zemstę. Teraz po jej starannym zaplanowaniu postanowił ją wcielić w życie. Oto nocą ukryty Carter jest świadkiem, jak to Thurid spotyka się z samym Matai Shangiem. Okazuje się, że czarnoskóry Marsjanin zna sposób na dostanie się do podziemi przed minięciem roku od ich zamknięcia. Ta wiedza pozwoli im ukarać Cartera za zniszczenie ich świata. Dla Thernów ujawnienie, jak tak naprawdę wyglądają zaświaty oznaczało upadek ich cywilizacji. Podobnie i wielu pierworodnych czuło się źle bez Iss. Matai Shang i Thurid postanawiają zakraść się zawczasu do świątyni i porwać Dejah Thoris, przy okazji uwalniając Phaidor. Przy czym owi spiskowcy nie chcą wykorzystać księżniczki Hellium do szantażu, czy czegoś takiego. Zamiast tego planują ją zabić w sposób dość spektakularny. Przy czym Thurid ewidentnie z chęcią wziąłby ją sobie za żonę.

Okładka numeru All-Story zawierającego pierwszą część Warlord of Mars. Co ciekawe kolejne numery nie miały żadnej informacji, że czytelnik może znaleźć w nich kontynuacje przygód znanych im bohaterów – odnosiły się tylko do rozpoczynającej się w danym numerze powieści.

Ich plan był doskonały, ale miał jedną wadę. Nie wzięli pod uwagę, że Carter ma w zwyczaju zawsze zjawiać się w najmniej spodziewanym momencie. Także i tym razem wykorzystuję on tę niezwykłą umiejętność bohatera. Chociaż początkowo spiskowcom udaje się wydostać z podziemi całą trójkę, to są cały czas ścigani przez dzielnego kapitana z Wirginii. Nie jest on jednak w stanie ich powstrzymać przed ucieczką ze świątyni, jak i samej doliny Dor. Spiskowcy najpierw kierują się do jednej z nielicznych twierdz Thernów. Tam niedobitki tej rasy skupiły się wokół hekkadora czekając na lepsze czasy i powrót ich religii. Za nimi do twierdzy trafia także John Carter. Dzieje się tak za wiedzą Matai Shanga, lecz nasz bohater zbyt późno zdaje sobie sprawę z tego, że trafił wprost do pułapki nań zastawionej. Zamiast jednak po prostu go zabić hekkador Thernów chce go upokorzyć. Nie muszę tłumaczyć czytelnikom, dlaczego okazało się to błędem. Zamiast się poddać i zginąć Carter rzuca się na Shanga i prawie go zabija. Nagle z ofiary staje się myśliwym i ściga hekkadora i jego towarzyszy po całej twierdzy, aż ci dotrą do hangarów i uciekną jednym z latających pojazdów. Pościg będzie ciężki, ale Carter wie, dokąd jego przeciwnicy zmierzają: na północny wschód, do miasta Kaol, gdzie jeszcze panuje wiara w Iss i posłannictwo Thernów. Tam Carter będzie traktowany niczym heretyk i grozi mu śmierć.

Nie będzie mu jednak dane dotrzeć bez problemów do Kaol. Po drodze statek Cartera zostaje uszkodzony w wymianie ognia ze ściganym przez niego pojazdem spiskowców. Zaczyna szybko spadać i w końcu uderza o powierzchnię Marsa, ale naszemu bohaterowi udaje się wyjść z tej przygody bez szwanku. Odtąd razem z towarzyszącym mu przez całą tę drogę Woolą idzie piechotę chcąc się dostać do tajemniczego miasta, do którego zmierzali porywacze Dejah.

Kaol otoczone jest lasami i znajduje się daleko od Helium. Mimo wszystko jego mieszkańcy, to podobnież Czerwoni Marsjanie, choć nie mieli oni zbyt wielu kontaktów z innymi miastami Barsoom. Od razu zaznaczmy, że nie jest ono innym Marsjanom nieznane, gdyż od czasu do czasu dociera tam karawana, albo misja dyplomatycznego, z któregoś z bliżej położonych ośrodków.

Pomimo tego, że mieszkańcy Kaol wiedzą o herezji Cartera, dzięki jego sprytowi, jak i szczęściu udaje mu się dostać do miasta, oraz do pałacu tamtejszego Jeddaka, Kulana Titha. W tym samym czasie przybyło akurat do niego poselstwo z miasta Ptarth kierowane przez jego Jeddaka Thuvana Dihna. Na dworze w Kaol przebywał także Matai Shang i jego ludzie. Dejah miała, wbrew swojej woli, zostać żoną Dihna, co nie do końca było po myśli spiskowców. Carter chcąc temu zapobiec nieopatrznie doprowadził do ujawnienia swojej prawdziwej tożsamości. Czekała go śmierć, lecz najpierw należało go wysłuchać. Korzystając z okazji Carter dał wspaniały popis zdolności retorycznych i swoimi słowami zdołał poruszyć obecnego przy wydawaniu wyroku Thuvana. Okazało się, że znana nam Thuvia, która przebywała w otoczeniu Shanga, jest córką tego potężnego Jeddaka. Kiedy tylko usłyszał, że ona żyje i w jakim jest położeniu Thuvan stanął w obronie Cartera i co więcej, zażądał, aby wszyscy towarzysze Matai Shanga stanęli przed nimi. Kulan Tith, chociaż wierzył jeszcze w starą wiarę musiał się na to zgodzić nie tylko, dlatego, że przekonały go słowa Cartera, ale także, dlatego, że zależało mu na dobrych stosunkach dyplomatycznych z Ptarth. Gdyby ktoś myślał, że na tym skończy się powieść Burroughsa, tego czeka srogi zawód. Kiedy Matai Shang i jego towarzysze nie stawili się w wyznaczonym terminie przed Jeddakiem Kaolu sprawdzono ich komnaty w pałacu. Były puste, okazało się, że wszyscy zbiegli zabierając ze sobą Dejah i Thuvię. Bohaterów, jak i czytelników, czekał jeszcze jeden pościg. Do jeszcze bardziej niezwykłych i nieznanych krain. Tym razem Carter na swojej drodze spotka Żółtych Ludzi Marsa.

Warlord of Mars różni się od poprzednich książek strukturą fabuły. O ile we wcześniejszych częściach mieliśmy do czynienia z wyraźnym wprowadzeniem, po którym rozpoczynał się właściwy pościg za damsel in distress, to w przypadku ostatniej powieści fabuła od początku jest podporządkowana jednemu wątkowi. Przez całą historię nie mamy żadnych dygresji, które odciągałyby czytelnika od historii miłości pomiędzy Carterem a Dejah. Równocześnie poznajemy nowe regiony Barsoom. Niezwykle ciekawie wyglądają tutaj siedziby Żółtych Marsjan. Jest to bardzo klasyczny opis tajemniczej Azji, przy czym bliżej jej do Tybetu, czy też Shangri-La. Zimna i skuta lodem kraina oddzielona od reszty planety przez nieprzekraczalną barierę. Obraz jej mieszkańców jest relatywnie wyważony, Żółci nie są wiele różni od innych ras Marsa, a i na koniec zajmą słuszne miejsce przy prawicy Johna Cartera.

Sama powieść, choć zaznaczyłem pewną różnice, zachowuje podstawowy element tworzenia narracji przez Burroughsa. Mamy do czynienia z istną kanonadą kolejnych przygód i niezwykłych wydarzeń. Czytelnik nie ma ani chwili wytchnienia, gdyż przez całą powieść coś się musi dziać. Co ciekawe w przeciwieństwie do Bogów Marsa, Carter przez większość książki jest sam z Woolą, który powraca i dzielnie wspiera swojego pana w jego walce z przeciwnościami losu. W każdym razie wydaje się, że możemy powiedzieć, że Burroughs pisząc tę powieść był już o wiele bardziej doświadczonym autorem. Książkę czyta się lżej i choć mamy do czynienia z powtórzeniem schematu narracyjnego, to czytelnikowi nie powinno to przeszkadzać. Dalej mamy do czynienia ze znanym szczególnie z Gods of Mars poznawaniem kolejnych niesamowitości. Najpierw podziemia świątyni, potem Thernowie, następnie Kaol i na końcu Żółci Ludzie. Zapraszam do poznawania kolejnych krain Barsoom.

Link do książki

 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.