Bestia z gwiazd dla młodzieży

Mocno humorystyczna okładka przywodząca na myśl choćby naszego Smoka Wawelskiego.

Jak wielekroć było już tutaj wspominane na blogu Robert Heinlein karierę pisarską tak na prawdę zaczął pisząc książki dla młodzieży. Stąd też będziemy tu jeszcze parę razy opisywać powieści kierowane do młodszego czytelnika. Omawiana tutaj pozycja jest trochę starsza niż Podkayne of Mars. Ukazała się najpierw na łamach trzech numerów The Magazine of Fantasy & Science Fiction (maj – lipiec 1954), i w tym samym w wersji książkowej. Zaznaczmy, że początkowo znana ona była pod tytułem Star Lummox.

Głównym bohaterem opowieści jest John Thomas Stuart XI. Chłopak uczęszcza do szkoły wyższej, ale nie to sprawia, że nadawał się na czołową postać książki. Zwracam uwagę na XI pojawiającą się przy jego nazwisku. Rodzina Stuartów była zbieraniną ludzi, którzy, nie zawsze rozsądnie, poszukiwali przygody, ale byli bardzo przywiązani do swoich imion. Wspomnijmy, że chociaż była ona mocno zaangażowana w rewolucję na Marsie, która dała tej planecie niepodległość, to od kilku pokoleń mieszkała na Ziemi. Zaznaczmy tutaj, że cała błękitna planeta jest zjednoczona i posiada jedną centralną władzę. Niestety dla niego nasz bohater nie posiada ojca. Zginął on bowiem w trakcie jednej z podróży kosmicznych, w których często brał udział. Taki jego los sprawia, że matka bohatera sumiennie zakazuje i blokuje wszystkie plany bohatera, którego życiowym celem jest związanie swojej przyszłości z gwiazdami.

Dalej jednak nie tłumaczy to, czemu Heinlein napisał o takim bohaterze książkę… a może nie o niego tutaj tak na prawdę chodzi? Fabuła Star Beast jak sam tytuł wskazuje, kręci się dookoła tajemniczej gwiezdnej bestii. Jest nią istota o imieniu Lummox (stąd oryginalny tytuł), która przypomina larwę, czy też raczej stonogę o ośmiu kończynach z wielką głową. Zdecydowanie nie było to najładniejsze zwierzątko domowe, jakie mógł posiadać John Thomas Stuart XI. Była to jednakże niejako pamiątka rodzinna, gdyż został sprowadzony przez VIII Stuarta. Natrafił on na niego w trakcie jednej ze swoich podróży i o ile na początku było to małe stworzenie, to z roku na rok rosło. Teraz miało już kilka metrów długości i wilczy apetyt. Jedzenie było zresztą jednym z głównych problemów, jakie były z Lummoxem – mógł on jeść bez końca i w praktyce wszystko. Od sałaty po stal. Pewnego dnia znudzona ta bestia wyszła na spacer z posesji rodziny Stuartów i postanowiła pozwiedzać okolice. Po drodze zniszczyła parę róż, zjadła jednego mastiffa i dopełniła posiłek sałatą sąsiada. Wtedy jednak tenże sąsiad, pan Ito, chwycił strzelbę i wystrzelił w biedną kilkumetrową bestię zdolną zjeść wszystko, w tym i zapewne człowieka. Ta uciekła przerażona niszcząc po drodze wszystko, co napotkała. Przerażona, ale nijak niezraniona, gdyż prosty pocisk nic jej nie mógł zrobić. Miasto wpadło w zdenerwowanie. Grupy mieszkańców zaczęły naciskać, że tak niebezpieczna istota nie powinna móc żyć i ludzie domagali się rozwiązania problemu. Rozpoczął się proces sądowy mający ustalić, co zrobić z Lummoxem.

Hiszpańska Bestia. Picasso byłby dumny.

W między czasie na arenę wydarzeń wkracza Betty Sorenson. Młoda dziewczyna w wieku mniej więcej Johna Thomasa, która rozwiodła się od swoich rodziców i mieszkała w akademiku. W świecie przyszłości będzie można dokonać tego marzenia wielu młodych ludzi, chociaż cały wątek jest jedynie zaznaczony przez Heinleina. Ciekawe jednak, że tego typu motywy często pojawiają się w twórczości różnych autorów. Jednakże Sorensen nie jest rozpuszczoną dziewczynką, za jakie przyjęło się uważać osoby zrywające ze swoją rodziną. Wręcz przeciwnie, jest inteligentna i bardzo rozsądna. Jest także obiektem uczuciowego zainteresowania głównego bohatera. Tutaj także pojawia się pewien ciekawy element książki. Teoretycznie to John Thomas jest główną postacią, jednakże jest on w dużej mierze bierny i niezbyt zaradny. To Betty kieruje jego postępowaniem i to ona ratuje jego skórę, gdy za bardzo zaufa on swoim bardzo romantycznym myślom.

Mamy więc zarys powieści, ale Heinlein dorzuca do niego jeszcze jeden element. Na Ziemie zmierza statek przedstawicieli rasy Hroshii. Jest to dosyć tajemnicza rasa, która z ziemianami kontaktuje się poprzez doktora Ftaemla z rasy Rargyllian. Ci wyglądają niczym fioletowe mitologiczne meduzy z ogonami. Najciekawszą jednak ich cechą jest to, że spełniają oni rolę dyplomatów i tłumaczy w relacjach między różnymi rasami. Tak jest i teraz i Ftaeml zjawia się w biurze pochodzącego z Kenii Henryego Gladstone’a Kiku, który pełnił funkcję sekretarza w Departamencie Spraw Przestrzennych (Department of Spatial Affairs) z informacją, że ziemianie porwali przedstawicielkę rasy Hroshii. Jeżeli jej nie zwrócą, to zostaną eksterminowani. Tego typu groźba nie robiłaby na nikim wrażenia, gdyby nie to, że odpowiednie osoby zostały przekonane, że byli oni realnie w stanie to zrobić. Rozpoczynają się w związku z tym gorączkowe poszukiwania istoty, która pasowałaby do opisu Hroshii przedstawionego przez Ftaemla. Niestety nigdzie nie można jej znaleźć.

Książka dzieje się na kilku planach, przy czym pełna jest czasem drobnych, ale ciekawych szczegółów i pomysłów odnośnie przyszłości. Przykładowo Kiku poddaje się specjalnemu dostosowaniu przy użyciu hipnozy, aby móc rozmawiać z Ftaemlem. Jego mackowate włosy przyprawiają go o mdłości i potrzebuje w związku z tym pomocy lekarskiej, aby pozbyć się tej przypadłości. Powieść zwraca także uwagę bardzo silnym podkreśleniem postaci kobiecej. Nie mamy tutaj do czynienia z tylko papierową karykaturą, jak to często ma miejsce w literaturze młodzieżowej. Wręcz przeciwnie, jest ona nie dość, że bardzo sprawnie wykreowana, to w gruncie rzeczy jest ona znacznie ciekawsza niż teoretyczny główny bohater.

Natomiast Portugalczycy ewdientnie chcą, aby młodzi ludzie miewali koszmary.

Jednakże główną przyjemność czytelnik czerpie z opisów rozważań Lummoxa. Jest on pod wieloma względami zapowiedzią początku Stranger in a Strange Land ze znajdującym się tam przedstawieniem sposobu myślenia obcego na Ziemi. W Star Beast jest to równie zabawne i ciekawie poprowadzony wątek. Zresztą sama książka zaczyna się od dosyć długiego opisu podróży Lummoxa, która sprowadziła na niego tyle niebezpieczeństw. Jest on odpowiednio szczegółowy tam, gdzie dla nas zwrócenie uwagi na te rzeczy powinno być dziwne, a jest strasznie oględny w tych sprawach, które interesują człowieka. Czyli mówiąc innymi słowy, Lummox myśli w sposób dla nas obcy.

Książka jest pisana do młodego czytelnika. Teoretycznie była kierowana przez wydawcę do młodych chłopców. Jest ona jednak bardzo nietypowa na to, jak rozumiemy taki gatunek literacki. Nie dość, że jak na swoje czasy zestaw bohaterów reprezentuje różnorodny przekrój przez społeczeństwo Ziemi (co w tamtych czasach mogło robić wrażenie), to na dodatek okazuje się, że chłopak potrzebuje dziewczyny – co jest dosyć zaskakującą konstatacją biorąc pod uwagę odbiorcę powieści. Na dodatek od pewnego momentu zamiast historii przygodowej zamienia się ona w pełna napięcia opowieść o dyplomacji i polityce. Równocześnie Heinlein postarał się, aby całość dobrze napisać. Jest to jedna z przyjemniejszych książek w jego dorobku, gdzie pozwala sobie na bardzo dużo biorąc pod uwagę ograniczone ramy gatunkowe. Szczerze polecam.

Okładki jak zwykle za odpowiednią stroną

 

 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.