Intergalactic Space Firefly

Oto ostatnia, piąta cześć tekstu na temat serialu Blake’s 7. W niej nie tylko o pieniądzach, ale także o tym, dlaczego fani Firefly, czy Babilon 5 powinni się zainteresować dziełem Terry’ego Nationa. Jak wspomniałem Blake’s7  miał bardzo niski budżet. W związku z tym nie można było sobie pozwolić nie tylko na ładną scenografię, ale tym bardziej na rozbudowane efekty specjalne. Najbardziej spektakularnie było to widać w pierwszym sezonie, gdzie ze względu na to, że pierwszy odcinek był nadawany w dniu premiery Gwiezdnych wojen na wyspach zdecydowano się postawić wszystko na jedną kartę. Większość pieniędzy przeznaczonych na cały sezon wydano na kilka sekwencji z modelami, które zrobiono na potrzeby pilota. Na wszystkie pozostałe odcinki musiała wystarczeć skromna reszta. Oznaczało to, że nie można było nawet marzyć o pokazywaniu na ekranie walk modeli. O ile w przypadku takiego Dr Who dało się to ominąć kręcąc wiele scen serialu na powierzchniach planet podobnych do Ziemi, to opowieść o statkach i gwiazdach stała przed znacznie większym wyzwaniem. Jak pokazać kosmiczną bitwę nie pokazując samego statku? Odpowiedź na tak postawione pytanie jest, tak na prawdę, bardzo prosta. Wystarczy skupić swoją uwagę na bohaterach, którzy mówią, co się dzieje. Oni widzą bitwę i poprzez ich słowa widz dowiaduje się, jak lecą statki. Tego typu rozwiązanie wymaga jednak jednej zasadniczej rzeczy, aktorzy musza być bardzo dobrzy. Byle jaki aktor polegnie, kiedy będzie próbował wzbudzić emocję, zdenerwowanie i napięcie krzycząc, że lecą pociski. Tym bardziej w sytuacji, kiedy widz nie może ich zobaczy. Siła Blake’s 7 leży właśnie w tym, że aktorzy doskonale potrafią przekonać widza, że są świadkami czegoś realnego. To krzyki, ale i spojrzenia budują odpowiednią atmosferę lepiej niż niejeden model statku. Nie ogranicza się zresztą to tylko do latania statkiem. Kiedy nasi bohaterowie trafiają na obcą planetę muszą przekonać nas, że pokazywana po raz kolejny kopalnia piasku jest całkowicie innym miejscem niż to pokazywane w poprzednim odcinku. W takich sytuacjach naprawdę przydaje się, że widz bardziej zwraca uwagę na bohaterów, aniżeli na scenografię.

Wspomniałem już, że w serialu na statku naszych bohaterów znajduje się teleporter. Także i na Scorpio jest on zamontowany. To nie jest przypadek. Taka decyzja wynika z prostego założenia, że bohaterowie muszą się jakoś dostać na powierzchnię planety. Naturalnym środkiem byłoby albo lądowanie właściwym statkiem, albo skorzystanie z promu. Jednakże ma to swoje wady, mianowicie trzeba zbudować odpowiednią scenografię, oraz modele tak statku, jak i terenu, na którym on ląduje. Uciekający bohaterowie nie mogą po prostu zniknąć za rogiem, ale muszą wbiec na pokład, jak ma to miejsce chociażby w Mos Eisley. Dramatycznie zwiększa to koszty produkcji. W tej sytuacji wprowadzenie teleportacji pozwala zaoszczędzić pieniądze i to w sposób, który, jeżeli widz zaakceptuje supernowoczesną technologię, nie przeszkadza w oglądaniu serialu.

Avon w gustownym wdzianku. Idealnie nadaje sie do klubu nocnego w Sherwood.

Tutaj dodajmy, ze oszczędności nie ograniczały się tylko do scenografii i efektów specjalnych. Ograniczano wydatki także poprzez wybór kostiumów. Jeżeli spojrzymy na zdjęcia, to łatwo dostrzeżemy, że nie wydawano na nie zbyt dużej ilości pieniędzy. Wiele z nich zresztą robi wrażenie, jakby były wcześniej wykorzystywane przy jakiejś ekranizacji Robin Hooda. Największy jednak dramat skąpstwa BBC widać po czołówce, która w dużej mierze jest narysowana. Nawet nie animowana, a po prostu postawiono kartkę papieru przed kamerą! Pewna zmiana miała miejsce wraz z czwartym sezonem, kiedy to wydaje się, że producenci mieli znacznie większy budżet. Niestety nie zawsze było to dobre, gdyż niektóre pomysły departamentu kostiumów przyprawiają widza o palpitację serca i przywodzą raczej na myśl zmysł estetyczny Lady Gagi, a nie kogoś przy zdrowych zmysłach.

Warto na zakończenie dodać, że muzyka jest bardzo ciekawa. Została ona przygotowana przez weterana BBC Dudley’a Simpsona. Skomponował on ścieżkę dźwiękową do wielu odcinków Doctora Who. W przypadku Blake’s 7 zaproponował on lekko bombastyczną, ale i melancholijną muzykę, która oddawała z jednej strony dynamizm opowieści, a z drugiej głęboko w niej zakorzeniony pesymizm odnośnie szans powodzenia naszych bohaterów w walce z przeciwnikiem. Na marginesie dodam tutaj, że osoba kompozytora nie jest jedynym nawiązaniem do przygód Doktora. Przez pewien czas Nation planował wykorzystać w Blake’s 7 Daleków jako przeciwników nie tylko bohaterów, ale także Federacji.

Kilka razy w tekstach o serialu wspominałem, że był on rewolucyjny, czy też przełomowy. Podkreślałem jego mroczny charakter i nietypowych bohaterów. Nie jest to tylko wyraz mojej fascynacji przygodami Kerra Avona. Dosyć powszechnie uważa się Blake’s 7 za produkcję, która odcisnęła bardzo duże piętno na wielu późniejszych serialach s-f. Pewne elementy inspiracji widać chociażby w Babylon 5, czy też w Firefly. Obydwa te seriale są w pewnej mierze duchowymi spadkobiercami opowieści wymyślonej przez Nationa. W przypadku pierwszego nie jest tajemnicą, że jego twórca, JMS, bardzo lubił brytyjskie seriale. Widać to chociażby w wykorzystaniu przez niego gestów i dialogów z bardzo znanego serialu Prisoner, kiedy tworzył jedną z wielu grup spiskowców pojawiających się na stacji Babylon 5. Niektórzy fani wskazują tutaj chociażby na to, że Bester, jedna z ważniejszych postaci serialu JMSa, cały czas nosi rękawiczkę na lewej dłoni. Zupełnie jak Travis, choć w jego przypadku spowodowane jest to tym, że ma protezę. Jeszcze wyraźniej pewne podobieństwa widać, kiedy ogląda się spin-offa z Babylon 5, czyli Crusade. Ten krótkotrwały serial w gruncie rzeczy wykorzystywał charakterystyki postaci z Blake’s 7 i dostosowywał je do świata wymyślonego przez JMS.

Natomiast, jeżeli ktoś się pyta, gdzie w przypadku Firefly widać inspiracje serialem wymyślonym przez Nationa, to poza wskazaniem na konstrukcje poszczególnych bohaterów mam jeszcze jeden dobry argument. W notatkach, które powstały po spotkaniu, na którym po raz pierwszy pojawił się pomysł na Blake’s 7 możemy znaleźć jak decydent BBC określił koncepcję serialu: Kosmiczny Western (A space Western adventure). Tak po prawdzie jednak, jak sam Terry Nation przyznawał w wywiadach, oglądając przygody Blake’a, tak na prawdę mamy do czynienia z Robin Hoodem w kosmosie.

Bardzo specyficzny hołd względem Blake’s 7 mieliśmy do czynienia w przypadku filmu od razu produkowanego z myślą o rynku DVD Battlespace. Reżyser filmu, Neil Johnson, specjalizuje się w bardzo nisko budżetowych produkcjach. Taką jest też Battlespace, gdzie jedynym prawdziwym aktorem jest Paul Darrow (czyli Avon), który pojawia się jako nagranie przez pierwszych kilkanaście sekund filmu. O poziomie tego filmu najlepiej świadczy to, że większość opowieści jest tłumaczona przez narratora monotonnym głosem. Niby ma on ledwie 87 minut, ale wydaje się, że tak na prawdę ma 200. Jednakże nawiązania nie ograniczają się tylko do zatrudnienia Darrowa. Przykłądowo jeden z bohaterów ma na imię Roj Ussal – nazwiska żadnemu fanowi s-f nie musze chyba tłumaczyć?

Pomijając już inne produkcje, które wykazują daleko idące inspirację przygodami Blake’a i ekipy (wspomina się i o Andromedzie, ale też Farscape), to mamy i inne przykłady hołdu oddanego omawianemu tutaj serialowi. Arjen Anthony Lucassen, muzyk grający progresywny metal nazwał jeden z wielu swoich projektów Star One. Dla wielu słowa te nie mają znaczenia, jednak fani Blake’s 7 od razu skojarzą je ze stacją bojową, która pojawia się w jednym z odcinków serialu. Żeby nie było, że to przypadkowa zbieżność, na debiutanckiej płycie tego zespołu, zatytułowanej Space Metal pojawia się piosenka Intergalactic Space Crusaders. Jest to tak na prawdę zapis dialogu pomiędzy Avonem i Blakem, gdzie poszczególni wokaliści wcielają się w bohaterów i w bardzo uproszczonej formie opowiadają fabułę serialu.

Na koniec warto dodać, że od dłuższego czasu krążą plotki, o tym, że ma powstać nowa wersja Blake’s 7. Jest nawet strona www przygotowywanej produkcji, ale po pewnym czasie okazało się, że żadna stacja telewizyjna w Wielkiej Brytanii nie ma wystarczających funduszy, aby zrealizować ten projekt. Jedyne, co osiągnięto, to nagranie bardzo popularnych w Wielkiej Brytanii słuchowisk, które pokazywały na nowo przygody Blake’a i Avona. Były one na tyle popularne, że zaczęły powstawać kolejne przygody, tak prezentujące na nowo stare historie, jak i nowe opowieści z oryginalnymi aktorami. Ostatnio jednak SyFy (tzn. Sci-Fi Channel) zaczęło poważniej mówić o ewentualnym remake’u. W gruncie rzeczy wydaje się to dobrym pomysłem z punktu widzenia tej stacji. Jej największym jak dotąd sukcesem była nowa wersja Battlestar Galactica, a od dłuższego czasu nie było na jej antenie żadnego nowego serialu s-f z prawdziwego zdarzenia. Czyżby tym razem ponownie grupa terrorystów miała walczyć z wszechpotężną Federacją? Zobaczymy, ale mam duże wątpliwości, czy zachowany zostanie mocno problematyczny charakter działań bohaterów. No i czy znajdą dobrych aktorów do poszczególnych ról, bo ja nie bardzo widzę kogokolwiek, kto mógłby zastąpić Paula Darrowa w roli Kerr Avona.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

2 comments

  1. Misiael says:

    Jako fan twórczości Lucassena muszę w tym miejscu dodać, iż Star One w ogóle specjalizuje się w przeróbkach seriali i filmów science-fiction na ballady space metalowe. Trafiła się piosenka na kanwie Stargate, Firefly, Doctora Who, Obcego i wielu innych popularnych marek s-f. Jeśli ktoś ma jakiś ulubiony film lub serial fantastycznonaukowy, to z dużą dozą prawdopodobieństwa odnajdzie na którejś z płyt zespołu tribute poświęcony właśnie jemu.

    • hihnttheadmin says:

      Bez przesady, nie ma chocby Babylon 5, czy Space: Above and Beyond. Nie zmienia to jednak tego, ze to dosyc ciekawy projekt muzyczny*.

      *Ballady space metalowe? Ballad tam za bardzo nie slyszalem, ale moge sie mylic.

Leave a Reply

Your email address will not be published.