Maszyny wspaniałe (czołówki seriali 2 – przerwa w B7 2)

Jak widzieliśmy po przykładzie seriali animowanych czołówki miały za zadanie prezentować nowym widzom fabułę i bohaterów. Były one w dużej mierze opisowe i pomagały odnaleźć się w trakcie oglądania po raz pierwszy danej produkcji. Tłumaczyły, kto jest kim i z czym mamy do czynienia. Trochę inaczej sytuacja przedstawiała się w przypadku seriali aktorskich. Pierwszą zasadniczą różnicą było (i zresztą dalej pozostaje) to, że mamy w przypadku czołówek do nich do czynienia z prezentacją aktorów i głównych osób odpowiadających za daną produkcję. Ich celem jest przekazanie widzowi, że mają do czynienia z kolejnym tworem Stephena J. Cannella, czy Daniela P. Bellisario, oraz, że główną rolę gra Stephanie Zimbalist.

Na tym jednak nie koniec różnic, lecz w sposób bardziej szczegółowy pokażemy poprzez konkretne przykłady. Początkowo miały one być bardziej różnorodne, lecz w trakcie pisania okazało się, że obraz będzie klarowniejszy, jeżeli na tapetę zostaną wzięte produkcje niejako z tego samego gatunku. Warto przypomnieć, że w latach 80-tych, szczególnie w pierwszej połowie, bardzo popularne były seriale o super maszynach. Super samochód, super motocykl i inne „super”. Na nich się tutaj skupimy.

Jedną z najlepszych produkcji tego typu był Airwolf. Opowiadał on o załodze super helikoptera, który został „sprywatyzowany” przez dwóch pilotów: Stringfellow Hawke’a (Jan-Michael Vincent) i Dominica Santiniego (Ernest Borgnine). Serial we właściwej formie miał 3 sezony. Przez cały czas był bardzo popularny, ale z powodu ogromnych kosztów produkcji, jak i galopującą autodestrukcje Vincenta, który będą najlepiej opłacanym aktorem w telewizji, pił, palił i zmierzał do katastrofy, stacja telewizyjna nie była chętna do kontynuowania serialu. Sam zaś Vincent w kilka lat później wypadku samochodowym stracił pamięć i de facto głos. Obecnie jest wrakiem człowieka i smutnym przykładem gwiazdora, który sam siebie zniszczył. Nim to jednak nastąpiło podjęto próbę reanimacji serialu. Nie tylko wymieniono wszystkich aktorów na tańszych, ale także zrezygnowano z większości efektów specjalnych ograniczając się do już zebranego na potrzeby pierwszych 3 sezonów materiału. Nie to było jednak najgorsze, zmiany dotyczyły także samej formuły. Trzeba zaznaczyć, że Airwolf był mrocznym i dosyć poważnym, jak na swoje czasy, serialem. Natomiast 4 sezon pozbył się wszystkich półcieni i zamiast tego zaproponował radosną i prostą opowieść. Sam serial jednak nas tutaj specjalnie nie interesuje, bo ważniejsza jest jego czołówka. Niewątpliwie odpowiada ona za przynajmniej część jego popularności. Najpierw mamy dosyć monotonny odgłos wirnika helikoptera, poczym rusza właściwa melodia wraz z uniesieniem się tytułowego Airwolfa. Słysząc w tle nastrojową muzykę widzimy z jednej strony obrazy helikoptera w locie i w czasie walki, oraz przemykające ujęcia planów konstrukcyjnych. Wszystko tutaj gra. W sposób wyraźny podkreślone jest, że to helikopter jest tak na prawdę głównym bohaterem opowieści. Oczywiście mamy prezentacje aktorów, ale są oni zdecydowanie na dalszym planie względem maszyny. Trzeba też zaznaczyć, że bardzo mocno podkreślane jest, że mamy do czynienia z opowieścią niejako z przyszłości, a nawet, jeśli nie, to z rzeczami wykraczającymi poza teraźniejszość. Co ciekawe jednak, z czołówki nie dowiemy się niczego o fabule serialu. Wydaje się, że miała ona zaskoczyć widza tak, aby z ciekawości usiadł on przed telewizorem, aby się dowiedzieć, o czym opowiada serial. Dopiero jak widz pozostanie chwilę z opowieścią, to dowie się, że jest tutaj i CIA, ale i wiele innych rzeczy.

Dodajmy tutaj, że Airwolf nie był jedynym serialem, gdzie helikopter był jednym z bohaterów. Na początku lat 80-tych miał premierę, raczej niespodziewany, przebój kinowy: Błękitny grom. Opowieść o pilocie, granym przez Roy’a Schneidera, który zostaje przypisany do eksperymentalnego projektu. Policja w Los Angeles dostała bowiem super helikopter w ramach przygotowań do Olimpiady. Wkrótce okazuje się, że zamiast typowej opowieści o walce z przestępcami mamy do czynienia z równie standardową walką samotnego mściciela ze skorumpowanym systemem. Film charakteryzował się dobrymi ujęciami helikoptera i całkiem dobrze napisanym scenariuszem, oraz bardzo dobrym doborem aktorów. Z jednej strony Schneider świetnie nadający się do grania zdesperowanych ludzi, a jako jego przeciwnik Malcolm McDowell, który „psychopatyzm” ma zapisane na twarzy. Na podstawie filmu jednak powstał serial, który dosyć mocno odbiega od niego, jeżeli chodzi o założenia. Zrobiono mianowicie typowy serial policyjno-kryminalny, gdzie wszystkie dwuznaczności oryginału zostały skrzętnie usunięte. Jednakże, jako iż powstał on na podstawie popularnego filmu, to autorzy zrezygnowali z jakiegokolwiek wprowadzenia. Czołówka pokazuje helikopter i bohaterów, a nie mówi nic o samej fabule. Widać tutaj pewną przewagę produkcji, która jest już znana na samym starcie. Widz wie od razu, z czym ma do czynienia, bo całkiem niedawno oglądał tę opowieść na ekranie kinowym. Choć jak wspomniałem różnice są, to nie w głównym elemencie: policja Los Angeles ma super helikopter, czas go pokazać przestępcom.

Podobnie sprawa wygląda z równie znanym, jak wspomniane powyżej produkcje, Knight Riderem, czyli u nas Nieustraszonym. Serial z Davidem Haselhoffem był wielkim przebojem i opowiadał o Michaelu Knightcie, który niczym rycerz podróżował w swoim czarnym rumaku o imieniu KITT pomagając biednym i potrzebującym. Był to serial miejscami nachalny w swoim dydaktyzmie, ale miał jedną niezaprzeczalną zaletę: samochód. Trzeba przyznać, że czołówka doskonale pokazuje znowuż, co jest ważniejsze w produkcji: nie główny aktor, a samochód. KITT ze swoim charakterystycznym głosem i diodą stał się elementem charakterystycznym amerykańskiej popkultury. Wystarczy wspomnieć, że bez problemów można znaleźć wiele nawiązań do tego serialu, chociażby w jednym odcinku Supernaturala. Czołówka na każdym kroku podkreśla, że KITT jest cudem techniki. Co ciekawe Nieustraszony nie oparł się próbom zrobienia remake’u, ale pomimo kilku prób wszystkie zakończyły się porażką. Trochę lepiej wiodło się innemu serialowi opartemu na tym samym schemacie, czyli Viper. Doczekał się on kilku sezonów, ale tak na prawdę mieliśmy do czynienia z kilkoma różnymi produkcjami pod jednym wspólnym tytułem.

Co ciekawe właśnie Viper doskonale pokazuje pewną ewolucję odbioru seriali. Po czołówce widać, że założenia były pod wieloma względami bardzo podobne jak w Knight Rider, ale mamy wyraźną różnice w koncepcji: producenci uznali, że trzeba widzom tłumaczyć, o co chodzi w serialu. Dlaczego? Wydaje się, że okazało się, iż czasy się zmieniły. Koncepcja super pojazdu stała się już po kilku latach mało realistyczna. Nie można było zrobić opowieści opartej na właśnie takim pojeździe i zakładać, że widzowie z miejsca zaakceptują, z czym mają do czynienia. Zamiast tego potrzebne było wsparcie w postaci narratora wprowadzającego do historii.

Za niejako zaprzeczenie moich słów można by wziąć fakt, że czołówka Knight Ridera 2008, czyli ostatniej próby remake’u, podobnie jak oryginał nie zawiera żadnego narratora. Jest to jednak błędne założenie. Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z trochę innym serialem niż Viper. Już sama czołówka wyraźnie pokazuje, że serial gra na sentymencie do oryginału. Nie chodzi nawet o podobne ujęcia, czy remiks oryginalnego utworu, co o całe wrażenie niejako retro-rozrywki. Jest ono dostrzegalne chyba dla każdego widza.

Wracając jednak do lat 80-tych. Trochę inną drogę wybrali twórcy Street Hawk. Serial ten miał ledwie kilka odcinków, gdyż dosyć szybko został skasowany. Jeżeli widz uważniej się przyjrzy czołówce to szybko zrozumie, dlaczego. Była to opowieść pełna klisz, tym razem o super motocyklu. Mamy oto policjanta, który przyjmuje drugą tożsamość, aby pomagać FBI łapać przestępców. Rzuca się w oczy oczywiste pytanie: po co te tajemnice? Airwolf rozwiązał ten problem poprzez fakt, iż bohaterami są złodzieje super helikoptera, a nie agenci CIA. Street Hawk sobie z tym nie radzi, ale ma inną ciekawą właściwość. Zaraz po właściwej czołówce z bardzo przyjemną muzyką i zaskakująco dobrymi ujęciami z jazdy motocyklem, otrzymujemy niejako jej powtórkę, gdzie tym razem widz jest informowany o tym, z jakim serialem ma do czynienia. W każdym razie, jeżeli komuś muzyka brzmi znajomo, to pewnie ma racje. Okazuje się, że jest to utwór nagrany przez samo wielkie Tangerine Dream.

Seriale tego typu pojawiały się jeszcze wielokrotnie, lecz żaden z nich nie odniósł większego sukcesu. Wydaje się, że moda na „super pojazdy” przeminęła i szybko nie powróci. W każdym razie widać po wymienionych powyżej serialach, że mamy do czynienia z pewną metodą tworzenia czołówek. W sytuacji, kiedy nie ma potrzeby tłumaczyć założeń serialu, a wtedy ten typ opowieści nie wymagał wprowadzenia, to ograniczano się do podkreślania najważniejszych dwóch elementów opowieści. Po pierwsze pojazd, który był niejako głównym bohaterem, no i aktorów, którzy mieli wypełniać sceny pomiędzy kolejnymi popisami speców od efektów specjalnych. Oczywiście jest to pewne uproszczenie, gdyż chociażby Airwolf miał naprawdę dobre scenariusze i ciekawe pomysły.

Osobną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę jest muzyka. W latach 80-tych syntezatory były synonimem nowoczesnej technologii. Jeżeli serial miał opowiadać o czymś, co wykraczało poza współczesność, to podkreślano to odpowiednio elektroniczną muzyką. Miała ona wprowadzić widza, razem z czołówką, w odpowiedni nastrój. Tutaj oto mamy nowoczesność, ewentualnie niedaleką przyszłość.

W każdym razie widać, że dla seriali aktorskich nie potrzebowano wprowadzać widzów co tydzień do skomplikowanej opowieści. Czołówka miała w związku z tym drastycznie inną rolę w serialach, nawet fantastycznych, które wpisywały się w aktualne wyobrażenia widzów. Jednakże te się zmieniały, stąd już inna czołówka Viper. Trochę więcej na temat tych wyobrażeń będzie w następnej części cyklu.

 
 
 
1 words, 8 letters
 
 
 
1 words, 34 letters
 
 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.