Intergalactic Space Villains

Statki transportowe nigdy nie będą chyba ładne. Scorpio w całej swej okazałej brzydocie.

Skoro niespodziewanie serial dostał kolejny sezon, to nagle okazało się, że w przyśpieszonym tempie trzeba nie tylko napisać scenariusze, zakontraktować wszystkich aktorów i osoby odpowiedzialne za produkcję, ale także trzeba wymyślić, czym będą się poruszać bohaterowie. Jak pisałem w poprzedniej części, Liberator był nowoczesnym statkiem wybudowanym przez tajemniczą obcą rasę. W przypadku jego następcy, czyli Scorpio mamy do czynienia już z czymś całkowicie innym. Niby bohaterowie mogliby zdobyć ponownie jakąś niezwykłą maszynę, aby serial dalej się toczył w podobnym tempie, ale takie szczęście nie pasowałoby za bardzo do raczej pesymistycznej atmosfery i podkreślanej beznadziejności walki. Dlatego też zamiast napotykać kolejnych obcych i superstatek, przejęli pojazd skonstruowany, co prawda przez geniusza, ale znacznie bliższy technologicznie okrętom Federacji. Zresztą wyglądem zdecydowanie bardziej przypominał on, to, z czym kojarzą nam się statki kosmiczne, niż miało to miejsce w przypadku Liberatora.

Zamiast supernowoczesnej maszyny teraz mieli poruszać się małym okrętem. Na dodatek scenografia podkreślała ciasnotę pokładu i pewien permanentny bałagan, jaki na nim panował. Bliżej było mu do Nostromo, niż do Sokoła Millenium. Już na pierwszy rzut oka było widać, że nie jest to superstatek, a jedynie przerobiony transportowiec. Początkowo bohaterowie nie mają także możliwości teleportacji. Dopiero po pewnym czasie odpowiednie urządzenie zostaje zamontowane. Warto też dodać, że wraz z kolejnymi odcinkami został on przez bohaterów uzbrojony. Na samym początku sezonu był on, bowiem całkowicie bezbronny i mógł jedynie uciekać przed przeciwnikami. W jednym z kolejnych odcinków dostaje on także napęd sprawiający, że stał się on jednym z najszybszych statków w galaktyce. Nie zmienia to jednak tego, że komputer, który steruje statkiem, o bardzo wdzięcznym imieniu: Slave, jest raczej mało rozgarnięty. Widać już choćby w sposobie mówienia technologiczną przepaść pomiędzy nim, a Zen. Tamta maszyna była znacznie bardziej błyskotliwa. Warto też pamiętać, że przerabianie Scorpio zajmuje bohaterom kilka odcinków, a i tak nie są oni w stanie sprawić, aby mógł on się równać Liberatorowi.

Tyle już napisałem i o bohaterach, ale też o okrętach, a nie przedstawiłem jeszcze głównych złych Blake’s 7. Federacja w serialu jest dziwnym tworem i w gruncie rzeczy bardzo niedookreślonym. Z jednej strony mamy do czynienia z państwem ewidentnie totalitarnym, ale ciężko jest je dokładniej opisać. Nie wiemy na przykład, kto nim tak naprawdę rządził, gdyż w różnych odcinkach dostajemy różne informację. Wydaje się, że tutaj najlepiej widać brak jednego dokumentu, w którym zawarte byłyby wszystkie podstawowe informacje na temat serialu. Teoretycznie on istniał, ale w dużej mierze ograniczał się do terminologii, a nie do realiów. Prowadziło to do dosyć częstych odejść od wcześniej założonych informacji. Dobrym przykładem tego jest samo wojsko Federacji. Składało się ono z dwóch grup. Główną stanowili normalni żołnierze ubrani w kombinezony zasłaniające całe ciało. Posiadali oni też charakterystyczne hełmy. Z drugiej jednak strony były także kobiety – pilotki, które były pozbawionymi krwi na pół martwymi istotami. Trochę przypominały w tym względzie Kay’a z Lexxa, gdyż to właśnie syntetyczny płyn podtrzymywał je przy czymś, co można nazwać życiem. Skąd jednak rekrutowali się żołnierze Federacji nie wiadomo. Najlepiej powiedzieć, że po prostu byli. Także nie bardzo można wyjaśnić, dlaczego akurat kobiety były martwe, a mężczyźni pozostawali przy życiu.

Servalan w towarzystwie dwóch żołnierek. Gustowny biały płaszcz i kapelusz – wszystko czego potrzeba władczyni Federacji.

Z tych kilku informacji, które pojawiają się w poszczególnych odcinkach można powiedzieć, że na początku serialu Federacja była kierowana przez kolektywną grupę przywódców. Bardzo szybko jednak na centralną główną złą wyrosła Servalan. Jacquline Pearce, która ją grała nie bez powodu chwaliła się w jednym z wywiadów, że była obiektem mokrych snów całego pokolenia brytyjskich chłopców. Można jej charakter określić mianem przysłowiowej zimnej “samicy psa”. Była pewna siebie i zdecydowanie pożądała władzy, dla niej samej. Aby ją osiągnąć była gotowa na wszystko i w usuwaniu swoich wrogów była bezwzględna. Jeżeli ktoś stanął na jej drodze, nawet, jeżeli łączyły ją z tą osobą bliższe uczucia, to bez zmrużenia oka potrafiła posłać na śmierć tę przeszkodę. Na tym jednak nie koniec, Servalan miała także tendencje do zakładania naprawdę dziwnych strojów. Nie były one co prawda seksowne (a już szczególnie nie w typowym rozumieniu mody według twórców ówczesnych seriali s-f), ale na pewno zwracały na nią uwagę widzów. Chociaż początkowo była ona jedną z wielu negatywnych postaci, to dla większości widzów Federacja miała jej twarz.

Jednak tego typu bohaterka nie nadaje się do biegania po korytarzach i wymachiwania karabinem. Do niej należy siedzenie za biurkiem i podpisywanie wyroków śmierci. W związku z tym przez pierwsze dwa sezony na ekranie pojawiał się jej osobisty żołnierz-wysłannik o imieniu Travis. Grany był przez dwóch aktorów, co było bardzo wyraźne i do pewnego stopnia drażniące dla widzów. Tym bardziej, że nigdy nie zostało w ramach serialu wyjaśnione, w jaki sposób Travis zmienił nie tylko wygląd, ale i akcent. Postać ta była tym wszystkim, z czym kojarzy się nam określenie psychopatyczny żołnierz. Od początku kreowany był na kogoś gorszego niż reszta ludzi Federacji. Został on przez nią nawet skazany za zbrodnie wojenne, co w sytuacji, gdy było to bezlitosne państwo totalitarne, pokazuje jak bardzo Travis był zdeprawowany. Oprócz bycia bardzo złym człowiekiem wyróżniał się on także wyglądem. W wyniku walk stracił parę części swojego ciała, w tym rękę i co ważniejsze oko. Był w związku z tym częściowo maszyną, niczym znany wszystkim Darth Vader. Jednakże w przeciwieństwie do swojego kolegi z sagi Lucasa Travis nie tylko nie wyglądał złowieszczo, ale i mówił w sposób niezbyt wyróżniający się. Dodatkowo obraz dopełniał fakt, że zamiast oka miał cybernetyczny wszczep. Niestety przez niski budżet serialu wyglądał on jak zwyczajna plastikowa zaślepka z dziurką w środku.

Poza tymi dwiema złymi postaciami w poszczególnych odcinkach pojawiają się i inni przeciwnicy. Czasem byli to szaleni naukowcy, a innym razem łowcy nagród. Zdarzało się także, że wrogiem były rządy poszczególnych planet, na których nasi bohaterowie przeprowadzali zamach terrorystyczne. Źli w serialu czasem giną, a czasem udaje im się uciec. Czasem także naszym bohaterom zwyczajnie nie udaje się wykonać zadania, jakie sobie wyznaczyli. Powiedziałbym więcej, przez większość odcinków, to oni właśnie przegrywają. Zło natomiast triumfuje.

Trzeba wyraźnie stwierdzić, że serial jest znacznie mroczniejszy niż większość innych produkcji s-f, jakie były i są dostępne w telewizji. Stąd też nic dziwnego, że zdobył on dużą popularność i to nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie był nadawany na antenie PBS. Za oceanem powstało nawet kilka fandomów, fanzinów i odbyło się parę konwentów fanów. Oczywiście nigdy nie można było porównywać popularności tego serialu z chociażby Star Trekiem, ale jak na nisko budżetową produkcję, to i tak całkiem nieźle. Tym bardziej, że scenarzyści tak naprawdę poruszyli w Blake’s 7 bardzo problematyczną kwestię.

Kim tak na prawdę jest nasza drużyna bohaterów? Nie mamy tutaj do czynienia z osobami krystalicznie czystymi, wręcz przeciwnie. O ile każdy fan Gwiezdnych wojen o słusznych poglądach wie, że Luke Skywalker to terrorysta i morderca wielu setek kucharzy pracujących na pokładzie Gwiazdy śmierci, to znajdzie się kilku uznających go za czystego jak łza bohatera. W przypadku Blake’s 7 nie ma w tym względzie jakiejkolwiek różnicy zdań. Bez wątpienie bohaterowie są zwykłymi terrorystami, którzy chociaż walczą po słusznej stronie, to jednak daleko im do uznania ich za honorowych buntowników. Nie ma się jednak, co dziwić, że tacy ludzie zostali wybrani na bohaterów serialu. W latach 70-tych BBC produkowała znacznie bardziej kontrowersyjne rzeczy łącznie z pochwałami lewicowego terroryzmu spod znaku RAF, skończywszy na całkiem niedwuznacznej apologii Stalina.

Pomijając jednak te dziwne pomysły BBC, warto zwrócić uwagę na to, że działalność bohaterów pozbawiona jest pewnych elementów, które można by określić mianem „rebelii glamour”. Nie ma tak, jak często widać w różnych produkcjach na temat buntu przeciwko państwu, że kolejne walki sprawiają jedynie, że bohaterowie są silniejsi. Blake w wyniku następujących po sobie porażek stopniowo popada w szaleństwo i jest opętany rządzą pokonania przeciwnika. Do tego stopnia, że całkowicie niepotrzebnie ryzykuje życiem reszty załogi. Okazuje się, że idealizm prowadzi tylko do utraty zmysłów. Także i Avon od początku mający niezdrowe cechy charakteru, już jako przywódca szybko przeistacza się w psychopatę, który staje się niebezpieczny w znacznie większym stopniu dla swoich towarzyszy, niż dla Federacji. Co więcej kilka razy sam już wyciągał broń, aby zabić członków swojej drużyny i tylko przypadek sprawiał, że koniec końców tego nie czynił. Nie jest to wizja, która pasuje nawet w dzisiejszych czasach do seriali mimo wszystko kierowanych do młodzieży.

Co ciekawe jednak nie to było największym problemem serialu. O tym i o wpływie Blake’s 7 na telewizje opowiem w następnym (ostatnim) odcinku cyklu.

 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.