Kreska w rytmie muzyki (czołówki kreskówek)

Ten post jest częścią większej całości. W kilku tekstach (niebędą one publikowane po kolei) będę omawiać różne sposoby komponowania czołówek filmów i seriali. Pierwszy kontakt widza z daną produkcją jest najważniejszy. Dlatego też zaczniemy od tych seriali, od których rozpoczyna się przygoda większości osób z telewizją. Dla niektórych będzie to mała zabawa we wspomnienia, inni natomiast będą mieli okazje poznać różne mniej, lub bardziej ciekawe produkcje. Jak łatwo zgadnąć będę teraz omawiać to, od jakiej melodii i animacji rozpoczynały się tak zwane bajki telewizyjne. Muzyka z czołówek, to pewien ciekawy element każdego serialu animowanego. Tworzyły one nastrój, ale też miały przedstawić bohaterów.

Pewnym punktem wyjścia będzie dla nas czołówka serialu, którego nigdy nie widziałem. Taki wybór produkcji pozwala spojrzeć na nią świeżym okiem, bez wspomnień i innych rzeczy, które zaburzają percepcję. Defenders of Earth pochodzi z 1986 roku. Była to produkcja, która miała chyba wykorzystać wszystkich bohaterów należących do King Enterprises, czyli Flasha Gordona, Fantoma i Magika Mandrake’a. Co ma na celu czołówka takiego serialu? Mamy oto wielu bohaterów, w związku z tym początek każdego odcinka jest skupiony na jednym zadaniu. Widz, który siada przed telewizorem rano w sobotę (niejako tradycyjny dzień kreskówek w amerykańskiej telewizji, jak zaświadcza Tommy Lee Jones w Liberatorze), ma ochotę coś obejrzeć. Nie ogląda jednak seriali co tydzień, w związku z czym za każdym razem czołówka ma zaprezentować wszystkich bohaterów. Poznajemy ich umiejętności i zdolności specjalne. Nie ma wprowadzenia do świata, choć przez sekundę widzimy głównego złego, czyli Minga. Co ciekawe tekst piosenki, gdzie każdy wers przedstawia nam kolejnego z bohaterów, został napisany przez samego Stana Lee.

Trochę inne podejście mieli twórcy Denvera, ostatniego dinozaura. Ten kuriozalny, acz urokliwy serial powstał jeszcze przed właściwą popularnością dinozaurów, która miała miejsce po sukcesie Parku Jurajskiego. Opowiadał on o grupce dzieci. Odnaleźli oni jajo dinozaura, z którego wykluwa się tytułowy Denver. W każdym odcinku bohaterowie przeżywają różne przygody, ale zawsze kończą się one szczęśliwie. Pomysł na całą opowieść jest dosyć szalony, więc ponownie, jak miało miejsce przy okazji Defenders of Earth serial za każdym razem informował widza, z czym ma do czynienia. Tutaj jednakże polegało to na powtarzaniu samej sekwencji narodzin bohatera. Przyznam, że w dzieciństwie oglądałem Denvera i to nie w telewizji, a na kasetach z wypożyczalni. Był on wtedy bardzo zabawny, ale teraz już niewiele pamiętam z przygód ostatniego dinozaura. W każdym razie, tak jak napisałem, czołówka ma na celu wyjaśnić koncept stojący za całym serialem dla każdego nowego widza.

Skoro jednak jesteśmy przy dinozaurach, to myliłby się ten, kto uznałby, że zawsze były one dobrymi, pozytywnymi bohaterami. Były także produkcje, gdzie miały trochę inną rolę. Cadillaci i dinozaury są czymś, co teraz nie miałoby prawa powstać. Narrator w czołówce informuje młodego widza, że w przyszłości siły natury wydarły się spod kontroli i dinozaury wróciły, a teraz rządzą planetą. Na szczęście jest bohater, który jest prawdziwym macho. Jeździ porządnym klasycznym cadillaciem i radzi sobie świetnie w świecie, gdzie „tylko silni przetrwają”. Przypuszczam, że wszystkie organizacje dbające o wychowywanie dzieci, oraz Greenpeace dostałyby teraz regularnej palpitacji serca, gdyby taki serial pojawił się we współczesnej telewizji. Czołówka doskonale wprowadza widza w to, czego należy się spodziewać po całej opowieści. Była to zresztą produkcja całkiem popularna, bo nawet powstała gra RPG oparta na tym świecie (której niestety nigdy nie miałem w rękach – zresztą powstała ona raczej na bazie komiksu, który był materiałem źródłowym dla serialu, a nie na podstawie samej produkcji telewizyjnej). Dodajmy także ironicznie, że musieliśmy poczekać kilkanaście lat, aby dostać wersję aktorską serialu, czyli Terra Nova. Przy czym wydaje mi się, że pomysł, iż w przyszłości dinozaury wrócą do życia ma więcej sensu niż podróż w czasie w przeszłość, jako forma kolonizacji planety.

Czasem jednak widz napotykał na nawet bardziej dziwne pomysły twórców kreskówek. O dziwo i ta produkcja trafiła do naszej telewizji. Wszyscy znamy opowieść o królu Arturze i rycerzach Okrągłego stołu. Ten cykl eposów reklamujących IKEę jest dalej popularny i wykorzystywany w kulturze na różne sposoby. Czy jednak nadaje się on na bajkę dla dzieci? Niestety niespecjalnie, a przynajmniej takie było zdanie części producentów seriali animowanych. Stąd postanowiono ją unowocześnić. W wyniku wypadku magiczno-temporalnego grupa zawodników futbolu amerykańskiego zostaje przeniesiona do Camelotu. Akurat zniknął Artur i wszyscy rycerze, więc owi zawodnicy zastępują ich w roli obrońców zamku. Zapowiedź przedstawia, skąd bohaterowie znaleźli się w Camelocie, oraz jakie specjalne umiejętności posiadał każdy rycerz, oraz jego zbroja.

Zresztą nie jest to jedyny serial, który wyszedł z dosyć dziwnego pomysłu unowocześnienia starszej opowieści. Wielu zapewne zna i pamięta film Highlander, który u nas dosyć niefortunnie został przetłumaczony, jako Nieśmiertelny. Tamto Connor MacLeod walczył z Kurganem i głowy radośnie latały na ekranie. Gdzieś w latach 90-tych ktoś we Francji wpadł na pomysł, aby z tej produkcji zrobić serial animowany dla dzieci. Nie wiem skąd taki pomysł mógł komuś przyjść do głowy, chociaż z drugiej strony jest też serial animowany o Robocopie. W każdym razie poprawiono fabułę, tak, aby była bardziej nowoczesna i mogła zainteresować młodego widza wyśnionego przez producentów. Zamiast Nowego Jorku lat 80-tych opowieść dzieje się w przyszłości. Znany nam Ramirez tym razem szkoli młodego Quentina MacLeoda (pamiętajcie, ta rodzina ma jakiś dar do rodzenia nieśmiertelnych: Connor, Duncan, Quentin i Collin!). Narrator w zapowiedzi tłumaczy widzowi za każdym razem, kto jest złem, kto jest dobrem, ale nie tłumaczy dla znających oryginalny film jak odbywa się Ożywienie (Quickening, bardzo wredne określenie wymyślone przez Widena, scenarzystę oryginału). Na szczęście dla widza oczekującego dużej liczby latających głów, piorunów i dźwięków muzyki Queen twórcy filmu postanowili pokazać, jak w wersji dla dzieci odbywa się dekapitacja. Generalnie w serialu nie chodzi o przecinanie szyi ostrym narzędziem, zamiast tego cały proces odbywa się poprzez złączenie rąk wokół miecza… i tak Quentin będzie zdobywać siłę, aby móc wreszcie pokonać zło. Pomimo tych rzeczy serial jest raczej ciekawy, dziwny i zabawny. Na marginesie dodam, że ma też jeden odcinek będący chamskim wręcz plagiatem, albo bardzo fajnym hołdem złożonym Powrotowi Jedi.

Skoro jesteśmy przy Gwiezdnych Wojnach, pojawienie się na ekranie kin tego filmu spowodowało, że miecze świetlne stały się popularne. Żałuje wręcz, że serialu, o którym zaraz wspomnę nie poznałem przed moimi prelekcjami na Polconie/Falkonie na temat produkcji telewizyjnych inspirowanych sagą Lucasa. W trzy lata po premierze Nowej nadziei na ekranach telewizorów pojawiła się opowieść o ziemi po tradycyjnej kosmicznej katastrofie. Cywilizacja upadła, ale po 2000 lat ludzkość powstaje i stara się odbudować Ziemię. Bohaterem serialu jest Thundarr Barbarzyńca, skrzyżowanie Conana z Lukiem Skywalkerem i od niego serial bierze swoją nazwę. Postaci pozytywnych w opowieści jest więcej i do drużyny dodać należy Uklę, czyli Wookie-podobną istotę i księżniczkę Leię… znaczy się Ariel, która wcale nie jest małą syrenką! Jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości nasz bohater ma Słoneczny miecz. W każdym razie walczą oni ze złem i te ważne informacje poznajemy od narratora, który nam to wszystko dokładnie tłumaczy.

Zabawną rzeczą jest, że często produkcje, które wykorzystywały wielkie sukcesy kinowe, same potrafią inspirować kolejne filmy, czy seriale. Tak jest w przypadku animacji o wdzięcznym tytule Blackstar Jest to mieszanka Thundarra Barbarzyńcy i Bucka Rogersa w wersji z lat 70-tych. Głównym bohaterem jest dzielny John Blackstar, który przez czarną dziurę trafia na planetę Seygar, gdzie walczy z jej złym władcą. Mamy opowieść, gdzie grasują dziwne magiczne istoty, ale też fabuła opowiada o dwóch mieczach: Mieczu Mocy (Power Sword) i Mieczu Gwiazd (Star Sword). Jak ktoś ma jakieś uwagi na temat oryginalności pomysłu polecam czołówkę, która streszcza fabułę serialu. Wykorzystuje ona obraz i ujęcia znane choćby z czołówki Bucka Rogersa.

Pewnym ekstremum opisowych czołówek, które powtarzają całe fragmenty pierwszego odcinka jest Dungeons and Dragons. Ten serial animowany powstał na bazie gry RPG firmy TSR i w dużej mierze był reklamą tejże. Widz od początku jest wprowadzany w całą fabułę: grupa współczesnej młodzieży zostaje w tajemniczy sposób przeniesiona do świata gry i tamże walczy ze złem. Każdy bohater jest przedstawiony pod kątem jego profesji (podświadomie widz oczekuje, że zaraz zostaną podane ich statystyki). Co ważne nie ma tutaj żadnej muzyki, mrocznej melodii, czy gitarowego grania. Zamiast tego jest głos Mistrza Gry, tfu, Podziemi, który jest niskim szpetnym człowieczkiem. Musze przyznać, że jego wygląd chyba został wymyślony przez sfrustrowanych graczy po wyjątkowo złej sesji RPG.

Całkowicie osobnym przypadkiem jest Street Sharks, które było kiedyś nadawane przez naszą telewizje regionalną. Był to dziwny serial o grupie chłopaków zamienionych w zmutowane rekiny, którzy walczyli z szalonym naukowcem. Jak widać, jeżeli chodzi o absurd powoli zbliżamy się tutaj do ściany. Co natomiast mamy w zapowiedzi? Totalny chaos i gdyby nie zapewnienie, że tytułowe rekiny walczą ze złem, to można by mieć wątpliwości, kto jest kim. Bajka jak widać nie radzi sobie z wyjaśnieniem, o czym jest, ale wspomnienia były raczej dobre. Mam zresztą wrażenie, że Alexandro Jodorowski oglądał Street Sharks, bo bardzo lubi w swoich komiksach umieszczać różne rekino-ludzkie istoty. W każdym razie serial ten pokazuje, że nieprzemyślana czołówka potrafi bardzo mocno utrudnić kontakt z produkcją.

 

Co ciekawe nie zawsze seriale miały rozbudowane, długie czołówki. W dawnych czasach bywały one wręcz przeraźliwie krótkie i bardzo ogólnikowo mówiły, o czym jest dany serial

 

 

Jednakże nawet w przypadku Marvelowych animacji, które nie grzeszyły jakością techniczną, były i takie, które były bardziej interesujące z naszego punktu widzenia. Były to poniekąd pierwowzory czołówki Defenders of Earth. W każdym razie zapraszam do obejrzenia czegoś, co poniekąd jest zapowiedzią Avengers:

 

Moja złośliwość powyżej na temat Marvela jest trochę niesprawiedliwa. Nie tylko ta firma miała pecha do adaptacji telewizyjnych. Mimo wszystko jednak, tak jak w filmach pełnometrażowych, tak i w serialach widać, że DC zawsze było lepsze. Nawet w czasach, kiedy wysokie budżety kreskówek były marzeniem nielicznych wizjonerów, a obowiązującą koncepcją był przesłodzony kicz:

 

Czołówki seriali animowanych podlegały na przestrzeni lat różnym zmianom. Można jednak powiedzieć, że stałym ich elementem było przypominanie widzom fabuły i bohaterów. Różniło się to od seriali „dorosłych”, które skupiały się na prezentacji aktorów odgrywających poszczególne postaci. W przypadku animacji osoby dostarczające głosy pozostawały anonimowe. Jednakże taka konstrukcja czołówki miała jeszcze jedno bardzo praktyczne uzasadnienie. Seriale animowane podlegały daleko idącej rotacji w telewizji. Nawet i u nas często było tak, że nigdy nie można było być pewnym, czy za tydzień wróci nasza ulubiona produkcja. Co więcej nie były to czasy, kiedy widz oglądał wszystkie odcinki. Magnetowidy i inne urządzenia nagrywające telewizje były stosunkowo rzadkie. W związku z tym za każdym razem należało uświadomić widza, z czym ma do czynienia.

Osobną kwestią jest muzyka, która widać wyraźnie dopasowywała się do aktualnych mód. W latach 80-tych popularny był popowy hardrock, stąd wszystkie czołówki z tego okresu w praktyce wykorzystywały dosyć podobne melodie. Co ciekawe jednak moda ta w animacji trwała znacznie dłużej niż na rynku muzycznym. Wydaje się, że pewien konserwatyzm seriali kierowanych do dzieci sprawiał, że wolniej podlegały one różnorakim trendom. Widać to zresztą w tym, że właśnie w serialach dla dzieci dłużej przechowały się wyobrażenia męskich bohaterów, którzy bliżsi byli macho, niż miało to miejsce w filmach skierowanych do dorosłych. Co ważne i ciekawe jednak, we wszystkich wymienionych powyżej serialach, które „domyślnie” były kierowane do chłopców mamy postaci kobiece, które nie służą z oczywistych powodów do pokazywania piersi. Wbrew pozorom są one zdecydowanie bardziej wielowymiarowe, choć mają tylko 2D, od ich odpowiedników pojawiających się w innych programach telewizyjnych tamtych czasów. Oczywiście bardzo często były one dodatkiem do właściwych bohaterów, jak April O’Neal w Żółwiach Ninja, ale i tak zapadały w pamięć.

Niestety klasyczne kreskówki odeszły i już nie wrócą. Klasyczna animacja ustąpiła, nawet na antenie Cartoon Network, miejsca tandetnym serialom z aktorami. Zarazem odeszły czołówki, które były czasem nawet ciekawsze od właściwych seriali.

Na koniec coś, co nie potrzebuje czołówki. W niektórych krajach zamiast Hanna Barbera jest coś takiego:

 
 
 
 
160 words, 940 letters
113 words, 660 letters
 
 
 
5 words, 25 letters

8 comments

  1. Pani Recydywa says:

    Koreańska bajka jest przerażająca. Właściwie od samego początku i nie ma co się nad tym rozwodzić.

    A co do innych – dlaczego bajka o Denverze jest dziwna? Czy dziwni nie są latający faceci w majtkach na wierzchu z mocą z jakiejś innej planety? Nie jest to według mnie dziwniejsze niż dinozaur bawiący się z dziećmi. Zwłaszcza, że ładnie gra na gitarze i dobrze wygląda w tym mało twarzowym modelu Ray-banów.

    A “Dinozaury i cadillaki” to film, w którym zdecydowanie kibicowałabym dinozaurom a nie głównemu bohaterowi. Abstrahując od tego – czy ta kreskówka nie jest wersją takiego “Rambo” (raczej 2 i 3) czy filmów ze Schwarzeneggerem – tzw. “kina reganowskiego” dla dzieci? Tylko tutaj złych Rosjan zastępują złe dinozaury a główny bohater walczy w gruncie rzeczy o odtworzenie amerykańskiego stylu życia. Mam jeszcze pytanie: czy ta bajka też jest zrobiona dla Amerykanów w Japonii? Bo jeśli tak, to dodawałoby dodatkowego smaczku mojej analizie.

    Thundar Barbarzyńca przypomina mi najbardziej He-Mana, nawet “strój” ma podobny.

    Mam też dziwne wrażenie, że oglądałam “Obrońców Ziemi” – może właśnie na kasetach VHS, bo nie pamiętam, żeby byli w telewizji.

    No i oczywiście czekam na dalsze czołówki, bo jak widzę – najlepsze bajki są zachowane na później. Poza tym – bardzo fajny wpis, chyba jeden z lepszych na blogu.

    • hihnttheadmin says:

      Roslinozerny dinozaur powinien miec inaczej rozstawione oczy! A powaznie, dla mnie ta bajka zawsze byla mocno specyficzna. Po dzis dzien pamietam jednak pewna moja konsternacje odnosnie nie tyle dinozaura zamrozonego, co nie pasujacego mi do zadnego gatunku.
      Cadillaci zostaly wyprodukowane przez wielkiego Stevena E. de Souze, czyli autora scenariuszy do wiekszosci najlepszych filmow drugiej polowy lat 80-tych (Commando, Die Hard 1 i 2, 48 Godzin), wiec nic dziwnego, ze byla to opowiesc mocno osadzona w duchu czestokroc autoironicznego kina akcji. Tak tez jest do pewnego stopnia z tym serialem, ktory jest w gruncie rzeczy bardzo fajny i przyjemny. Bohater zreszta niezbyt walczy o odtworzenie amerykanskiego stylu zycia w doslownym znaczeniu tego okreslenia – on raczej chce byc wolny i dbac o przyjaciol (w gruncie rzeczy a’la Winchesterowie), oraz tak na prawde chce on dbac o przyrode. Moze kiedys zrobie osobna notke o tym serialu, bo chyba warto (ale wypadaloby przeczytac wtedy takze komiks).
      Kolejne czolowki beda.

    • hihnttheadmin says:

      Motomyszy, to ciekawa, acz specyficzna bajka. Jakos nijak nie pasowala mi do deklarowanego wieku widza. Co pewien czas sa plotki, ze wroca w nowym wydaniu, ale obawiam sie, ze to juz nie bedzie to samo…

Leave a Reply

Your email address will not be published.