Ladies and Gentlemen… rets palty! (Tetsuo 3)

Nowoczesne monstrum.

Wydawać by się mogło, że na tym kończy się nasza opowieść, ale w 2009 roku świat obiegła niezwykła wiadomość. Powstaje trzecia część Tetsuo. Początkowo film był tworzony pod tytułem The Bullet Man, potem dodano jednak jeszcze Tetsuo Project. Produkcja ta jest bardzo niezwykła w całej karierze Tsukamoto. Przez wiele lat pojawiały się plotki o planach remake’u anglojęzycznego pierwszego filmu z serii. Trudno powiedzieć na ile były one prawdopodobne, wydaje się, że tego typu film nie mógłby powstać na tak zwanym zachodzie. Nie wspominając już o tym, że ciężko uzasadnić jakąkolwiek potrzebę remake’u filmu, który ma tak mało słów, a obraz dalej robi wrażenie. Jakakolwiek byłaby prawda Tsukamoto ubiegł wszelkie próby nakręcenia nowej wersji tak naprawdę robią ją samemu pod postacią trzeciej części, która tym razem miała być po angielsku. Nie jest to jedyna rewolucja, z jaką mamy do czynienia w przypadku The Bullet Man. Kolejną jest odejście od taśmy filmowej na rzecz kamery cyfrowej. Tsukamoto już wcześniej kręcił nią filmy i bardzo mocno zachwalał wynikające z tego oszczędności finansowe, jak i w jego odczuciu większą swobodę twórczą.

Jaki jest efekt tych zmian? Trudno to właściwie opisać. Zmiana języka dialogów nie pociągnęła za sobą zmiany języka filmu. Wszyscy, także japońscy, aktorzy mówią po angielsku, ale ich mimika, czy też sposób akcentowania i wymawiania kwestii jest typowo japoński. Ci, którzy kiedykolwiek widzieli film z kraju kwitnącej wiśni, doskonale wiedzą, o co chodzi. Mówiąc wprost, każda kwestia jest nie tyle mówiona, co wykrzykiwana. Wielu widzów ten sposób gry drażnił i krytycy uznawali to za bardzo silną wadę filmu. Moim jednak zdaniem akurat to doskonale wpisuje się w poetykę opowieści niczym z koszmarnego snu. Mamy w związku z tym dużo okrzyków i wykrzywionych twarzy. Wszędzie jest też płacz i jęk. Głośne emocje wpisują się także w zdecydowanie bardziej skonkretyzowaną fabułą w porównaniu także do drugiej części. Głównym bohaterem jest Amerykanin pracujący w Japonii, który też tam założył swoją rodzinę. Nie jest on imigrantem, a synem naukowca, który przybył do tego kraju po wojnie i tam znalazł miłość swojego życia pracując nad tajnym projektem badawczym: Tetsuo. Jego celem było stworzenie androidów i mechanicznych protez dla chorych i ułomnych. Szybko jednak okazuje się, że wojskowe korzyści i produkcja broni jest ważniejsza. Zamiast pomocy dla biednych, miała być armia maszyn.

Kolor i nowoczesność. Zero krwi i kontrowersyjnych obrazów.

Tutaj też pojawia się problem tego, czym i kim jest Anthony, do czego prowadzi podobnie jak w przypadku Body Hammer śmierć syna głównego bohatera. Znowuż jest on zamordowany przez grupę bandytów, co prowadzi do przemiany w monstrum. Wygląd Anthony’ego jako maszyny przywodzi na myśl także projekt pochodzący z drugiej części z ważnym uwzględnieniem działa, którym zabija przeciwników. Są pewne elementy go różniące, chociażby to, że ten jest bardziej „zwierzęcy” z wyglądu, a także robi wrażenie świadomie niedopracowanego (cały czas z naszego bohatera odpadają części, niejako zmienia on metalową skórę). Bandytami ponownie kieruje Fetyszysta. W filmie nie mamy jednak wielu ludzi zamieniających się w maszyny, jedynym, który tego doświadcza jest główny bohater. Warto odnotować, że podobnie jak w poprzednich częściach ponownie wydarzenia filmu są ściśle związane z gniewem i emocjami. To właśnie wściekłość sprawia, że główny bohater traci nad sobą i nad swoim ciałem panowanie. Zamienia się w maszynę, która ma tylko jedno zadanie: zabijać. Jego walka z Fetyszystą ma jednoznaczny cel, zemsta za śmierć syna.

Wprowadzenie cyfry, zamiast taśmy filmowej pociągnęło za sobą bardzo wyraźną zmianę wyglądu filmu. Całość jest nakręcona w tonie bliskim sepii. Co ciekawe jednak Tsukamoto udało się uniknąć największej bolączki, czyli cyfrowego szumu. Czerń jest odpowiednio czarna, także w scenach, kiedy mamy mało światła. Obraz nie jest idealny i jest trochę słabszy niż ten uzyskany na taśmie filmowej, ale w porównaniu do wielu innych, czasem dysponujących znacznie wyższym budżetem w rodzaju Wrogów Publicznych Michaela Mana, to Tsukamoto osiągnął bardzo dobry efekt.

Ze wszystkich filmów z serii Bullet Man zebrał najgorsze recenzje, według mnie całkowicie niezasłużenie. Każdy, komu podobały się poprzednie części także i na tej będzie się świetnie bawić. Może ta osoba, co prawda narzekać, że efekty specjalne nie wyglądają tak dobrze, albo zwracać uwagę na dziwne osłabienie „seksualnej” strony filmu, ale samo szaleństwo jest dalej wciągające. Tutaj może wejdę w małą dygresję. Pierwsza i druga część podkreślały erotyzm maszyny. Metal był poniekąd obiektem seksualnej fascynacji, a i warto zaznaczyć, że erotyka jest bardzo silna w całej twórczości Tsukamoto. Jeżeli nie pod postacią dosłownych scen, to domyślnie pojawia się popęd seksualny i miłość, jako siła kierująca działaniami bohaterów. Tutaj tego brakuje, co zresztą najlepiej i niejako najzabawniej widać w ciekawostce, jaka się pojawia na IMDB: ten film jest pierwszym, w którym nie widać na ekranie organów płciowych (konkretnie penisa – choć muszę zaznaczyć, że tak na prawdę, to nie pojawia się on w żadnej z części). Zmianę widać zresztą także w sposobie pokazywania bohatera-maszyny, który jest znacznie brudniejszy i mniej „Gigerowsko oślizgły”. Czym ta zmiana była podyktowana trudno powiedzieć, ale ma ona pewne konsekwencje fabularne. Przemiana w maszynę jest brutalna i nie miła, ale co ważne, nie jest także estetyczna. We wszystkich częściach jest to zamiana w monstrum, ale w pierwszych dwóch filmach można odnieść wrażenie, że celem bohaterów jest pogodzenie się z metalem, tutaj jest natomiast znalezienie spokoju i pozytywnych uczuć.

Zapowiedź amerykańska filmu... zdecydowanie bardziej filmowa.

Zaznaczmy także, że w tym filmie widzimy najdokładniej wewnętrzną przemianę bohatera w maszynę i chyba w gruncie rzeczy w tej części jest ona najlepiej rozbudowana pod względem pytań o jej znaczenie. O to, czym się staje bohater, a także i konsekwencje jego przemiany. Wydaje się także, że Tsukamoto pokonał część swoich fobii dając filmowi najbardziej optymistyczne zakończenie z całej trylogii i dając nadzieje głównemu bohaterowi na jakieś życie.

Omawiając wszystkie trzy części trzeba wspomnieć o muzyce. Chu Ishikawa skomponował niezwykle mroczne i hałaśliwe melodie. Opierają się one na monotonnym rytmie metalicznej perkusji z przerwami na dźwięki maszyn. Całość, choć brzmi niczym zwykły hałas, doskonale komponuje się i tworzy fascynującą atmosferę wprost z koszmaru człowieka w fabryce zła. Nie jest to muzyka dla wszystkich, ale ci, którzy lubią chociażby wczesne Einstürzende Neubaten, będą słuchać jej z wielką przyjemnością. Jest to zresztą chyba jeden z najbardziej stałych elementów całej trylogii, która choć pod innymi względem technicznym ulegała bardzo poważnym przemianom, tak, jeżeli chodzi o muzykę jest na swój sposób niezwykle konserwatywna. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest muzyka do napisów końcowych Bullet Man, która została przygotowana przez Nine Inch Nails, ale pozostaje ona zdecydowanie w stylu kompozycji Ishikawy.

Filmy Tsukamoto warto obejrzeć, choć trzeba wiedzieć, że mamy do czynienia z wytworami chorego umysłu. Umysł ten jednak zdecydowanie fascynuje nie tylko fanów, ale także innych twórców i wiele elementów Tetsuo można znaleźć w bardzo różnorodnych produkcjach. Będą one tak odległe jak przemiana w maszynę Billy’ego Idola w teledysku do Shock to the System, czy też czołówka Girl With the Dragon Tatoo Finchera, gdzie poszczególne obrazy przywodzą na myśl połączenie Tetsuo z filmami o Bondzie. Zresztą nawiązanie to widać jeszcze bardziej w samym teledysku do muzyki z czołówki – covera Immigrant song. Pewne elementy sposobu przedstawiania świata przewijają się także w popularnych japońskich produkcjach z gatunku gore (np. Tokyo Gore Police – zapowiedź zdecydowanie dla dorosłych), ale w wydaniu Tetsuo są one znacznie lepiej zrobione.

Dodam na koniec, że chociaż cała trylogia jest szaleństwem, i są to najbardziej znane filmy Tsukamoto, to nie jest to autor jednej serii. Nie miałem możliwości obejrzeć wszystkich jego produkcji, ale to, co widziałem pokazuje, że jest to bardzo różnorodny twórca, który radzi sobie z innym materiałem niż człowiek-maszyna. Wystarczy wspomnieć o bardzo dobrych Snake of June i Bullet Ballet.

A teraz, niech cały świat skoroduje!

 

Tetsuo: The Iron Man, rok produkcji 1989

Scenariusz i reżyseria Shinya Tsukamoto

Występują:

Mężczyzna – Tomorowo Taguchi

Kobieta – Kei Fujiwara

Fetyszysta – Shinya Tsukamoto

 

Tetsuo II: Body Hammer, rok produkcji 1992

Scenariusz i reżyseria ShinyaTsukamoto

Występują:

Taniguchi Tomoo – Tomorowo Taguchi

Yatsu – Shinya Tsukamoto

Kana – Nobu Kanaoka

 

Tetsuo: The Bullet Man, rok produkcji 2009

Reżyseria: Shinya Tsukamoto

Scenariusz: Shinya Tsukamoto, Hisakatsu Kuroki

Występują:

Antohny – Eric Bossick

Yuriko – Akiko Monô

Yatsu/Mężczyzna – Shinya Tsukamoto

 

Pseudo-bibliografia:

A. Allison, Cyborg Violence: Bursting Borders and Bodies with Queer Machines, “Cultural Anthropology” 16 (2001) 2, s. 237-265

D. Dinello, Technophobia! Science Fiction Visions of Posthuman Technology, Austin, TX 2005  

 
3 words, 16 letters
 
387 words, 2233 letters
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.