Do Morza!

Walter Hill jest jednym z ciekawszych reżyserów kina popularnego lat 80-tych. Najbardziej jego znanym filmem jest 48 Godzin, debiut filmowy Eddiego Murphy’ego. Wcześniej jednak nakręcił mniej znaną w Polsce produkcję, która zapewniła mu pozycję twórcy kultowego. Wojownicy, bo o tym filmie piszę, są chyba nad Wisłą bardziej znani, jeżeli w ogóle, dzięki grze firmy Rockstar, niż poprzez ekran, że już nie wspomnę o książce, na bazie której powstał.

 

Od razu zaznaczę, że z powieścią Sola Yuricka nie miałem żadnego kontaktu. Z opisu jej wnioskuje, że była to opowieść podobna w duchu do Mechanicznej Pomarańczy z próbą opisania dorastania młodego człowieka w świecie pełnym brutalności. Film dosyć mocno od niej odbiega i z wielu powodów muszę dodać, że na szczęście. Juz sam punkt wyjścia jest inny w ekranizacji, od tego w materiale wyjściowym. U Yuricka historia działa się „tu i teraz”, czyli w tym przypadku w latach 60-tych. Walter Hill dokonał zasadniczej zmiany, w jego adaptacji akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości. Jest to jednak przyszłość lat 70-tych i podobnie jak inny, podobny w gruncie rzeczy w duchu film, czyli Mad Max, prezentuje mroczną i pesymistyczną wizję jutra, jako świata brudu i braku porządku. Niby nie ma jeszcze całkowitej apokalipsy, ale to chyba tylko dlatego, że jest kryzys i nikogo nie stać na wyprodukowanie odpowiedniej ilości broni masowego rażenia.

Zapowiedź jest bardzo ładnie skonstruowana i pokazuje wszystkie gangi, z którymi przyjdzie nam się spotkać w trakcie oglądania

Film dzieje się w ciągu jednej nocy, bohaterami jest grupa 9 wysłanników gangu o wdzięcznej nazwie Wojownicy. Oni, wraz z przedstawicielami wszystkich innych gangów operujących na terenie Nowego Yorku mają się spotkać na wezwanie Cyrusa, przywódcy Gramercy Riffs. Na ten czas wprowadzone zostaje w całym mieście zawieszenie broni. Kim jest ten tajemniczy człowiek, dla którego gangi całej metropolii są gotowe odłożyć broń i spokojnie rozmawiać? Odpowiedź znajdziemy w tym, co można usłyszeć w jego przemówieniu wygłoszonym na tym zebraniu. Cyrus przedstawia im wszystkim wspaniałą wizję miasta rządzonego przez gangi, które zjednoczone są silniejsze niż policja i mafia. Widać, że wszyscy są zadowoleni z tej propozycji, pasuje im ona. Nagle jednak pada strzał, Cyrus śmiertelnie raniony pada na ziemie. Zebrany tłum reaguje paniką, nikt nie wie, co się tak na prawdę stało. Sytuację zaognia się po pojawieniu się policji, która postanowiła korzystając z okazji wyłapać wszystkich członków gangów. Przywódca Wojowników wysyła swoich podwładnych poza teren spotkania sam natomiast idzie obejrzeć, co się stało. Wtedy Luther, osoba, która oddała strzał, oskarża Wojowników, o to, że to oni zabili Cyrusa. Wściekły tłum zabija Cleona, a za resztę członków gangu zostaje wyznaczona nagroda.

Rozpoczyna się szaleńczy pościg przerywany wypowiedziami radiowej DJejki, która puszcza melodie komentujące wydarzenia filmu. Wojownicy muszą uciec z Bronxu na swoje terytorium, czyli Coney Island. Tak naprawdę mogą tego dokonać tylko dotarłszy do metra, gdyż na piechotę taka wyprawa jest samobójstwem (nie wspominając o tym, że jest to zbyt duża odległość). Za nimi w pogoń ruszają kolejne gangi, które reagują na wezwanie do polowania. W trakcie ucieczki Wojowników przyłącza się do nich dziewczyna imieniem Mercy. Robi to najpierw wbrew własnej woli, ale z czasem zaczyna im pomagać. Dla ósemki bohaterów nie wszystkie przygody zakończą się szczęśliwie, nie wszyscy wrócą do domu.

Jeden z plakatów reklamowych filmu, który dobrze pokazuje "drużynowość" całej opowieści.

Film, podobnie jak i książka, oparty jest na pomyśle zaczerpniętym z Anabazy Ksenofonta. Tamta sławna opowieść opowiadała o oddziale Greków walczących dla Cyrusa Młodszego, którzy po jego śmieci musieli przebijać się z powrotem na wybrzeże, do morza, które stanowiło dla nich wybawienie. Nawiązania w filmie nie ograniczają się tylko do samego pomysłu, także imiona bohaterów jasno wskazują na źródło inspiracji. Stąd też, chociaż fabuła w swoim zarysie nie należy do najbardziej oryginalnych: wszyscy przeciwko grupie bohaterów, to sposób jej konstrukcji sprawia, że zamiast banalnej opowiastki mamy popis kreowania historii głęboko osadzonej w różnorodnych kulturowych wyobrażeniach. Warto też dodać, że wiele odniesień do opowieści Ksenofonta jest ukrytych i dopiero uważne oglądanie pozwala docenić z jak kunsztownie konstruowaną opowieścią mamy do czynienia.

Samo przeniesienie greckiej opowieści w czasy przyszłości-przeszłości nie wystarczy jednak do stworzenia dobrego filmu. Za to odpowiada w dużej mierze staranny dobór aktorów. Żaden, co prawda nie odniósł wielkiego sukcesu, ale wszyscy doskonale odegrali swoje role. Jedyne drobne uwagi krytyczne można odnieść do członkiń żeńskiego gangu The Lizzies, ale w ogólnym rozrachunku nie przeszkadzają one tak bardzo. Główną zaletą filmu są jednak zdjęcia i muzyka. Mroczna i zimna elektronika łączy się z obrazami nocnego miasta, w którym jedynymi żywymi ludźmi są gangi i policja. Mamy do czynienia z bardzo pesymistyczną wizją. Ujęcia suną powoli pokazując twarze i neony wielkiej metropolii, która zaczyna w pewnym momencie wyglądać jak samowystarczalny świat. Muzyka nie ogranicza się jednak tylko do elektroniki, gdyż pobrzmiewa w filmie także rock i disco. Zaznaczmy tutaj, że każda piosenka ma konkretne miejsce w opowieści. Przykładowo Nowhere to Run śpiewane przez Arnold McCuller pojawia się jako utwór-wiadomość nadany przez DJejkę od Gramercy Riffs dla Wojowników. Takty muzyki brzmią widzowi w uszach, a na ekranie widzimy kolejne gangi jak przygotowują się do walki z głównymi bohaterami, jak zbierają sprzęt, albo jak patrolują miasto w poszukiwaniu celu. Piosenka o złej miłości niezwykle dobrze wpisuje się w sceny przygotowania do mordu. Przywodzi to na myśl chociażby wykorzystanie gosspelowego No Hidding Place w najbardziej krwawej scenie Babylon 5.

Film jest brutalny, miejscami wulgarny, a bohaterowie raczej nie reprezentują sobą pozytywnych cech społecznych. Całość jest jednak wspaniałą opowieścią o wojownikach właśnie. Żołnierzach na wojnie, tylko, że zamiast normalnego konfliktu pomiędzy armiami, mamy gangi walczące na śmierć i życie. To przemienienie banalnego świata w coś wyższego przypomina na przykład Elitarnych, gdzie walka z handlarzami narkotyków w favelach Rio De Janeiro staje się równoznaczna z wojną z wrogim państwem.

Wojowników warto obejrzeć szczególnie, gdy ktoś jest zainteresowany klimatami postapokaliptyczno-cyberpunkowymi. Chociaż film jednoznacznie nie odwołuje się do takiej stylistyki, to ma elementy, które potem powróciły chociażby w Ucieczce z Nowego Jorku Carpentera. Mroczne, praktycznie opuszczone miasto pełne neonów, muzyki i walki. Zresztą w nastrój wprowadza widza od razu bardzo dobrze skonstruowana czołówka, która przechodzi od neonu na Coney Island do pociągów metra jadących na Bronx. Ujęcia podróży przerywane są rozmowami bohaterów, którzy poprzez kilka słów i gestów są scharakteryzowani lepiej, niż w wielu filmach udaje się to zrobić przy znacznie dłuższych scenach. Pozostaje tylko zakrzyknąć na koniec: Morze! Morze!

Światła, obraz i słowa. Mamy drużynę idącą na wojnę

 

The Warriors, rok produkcji 1979

Reżyseria: Walter Hill

Scenariusz: David Shaber i Walter Hill na podstawie powieści Sola Yuricka

Michael Beck – Swan

Dorsey Wright – Cleon

Deborah Van Valkenburgh – Mercy

Roger Hill – Cyrus

David Patrick Kelly – Luther

 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.