Walter Koenig ze STAR TREKA

Plakat filmu doskonale pokazuje, co miało być główną zachętą dla widzów. Walter Koenig (ze Star Treka).

Księżyc, a szczególnie jego ciemna strona pobudza wyobraźnie filmowców od niepamiętnych czasów. Tutaj można by dać długi rys na temat kolejnych produkcji opowiadających o podróży na to ciało niebieskie, a i wiele książek się znajdzie, które ogniskowałyby swoją fabułę wokół problemu tej jakże ryzykownej wyprawy. Wszyscy chcemy polecieć na księżyc (poza tymi, co planują zaokrętować się na DSV SeaQest), ale musimy pamiętać, że czai się na nim niebezpieczeństwo. Ostatnio na ekranach kin pojawił się Iron Sky, gdzie stwierdzono, że panują tam naziści. Chwile wcześniej były Transformery, które umiejscowiły tam kolejną z superbroni przygotowanych w super spisku przez Megatrona (warto odnotować, że ilość jego spisków przekracza ilość zwrotów akcji w filmach Shyalmayana). Nie jest to jednak nowość, gdyż chociażby pod koniec lat 80-tych mieliśmy inny, niskobudżetowy horror opowiadający o tajemnicach znajdujących się na ciemnej stronie Srebrnego Globu.

Inkryminowany film pod żadnym pozorem nie jest oryginalny i odkrywczy, ale fani różnych produkcji s-f na pewno z chęcią go obejrzą. Już tytuł zapowiada dobre kino: Moontrap, czyli Księżycowa pułapka. Od razu wiemy, czego dotyczy i co interesuje twórców. Nim jednak tam trafimy trzeba przedstawić bohaterów opowieści. Najpierw mamy pułkownika Jasona Granta, granego przez Waltera Koeniga, który jest starszym wiekiem astronautą. Jego przyjacielem i towarzyszem lotów jest Ray Tanner grany przez Bruce’a Campbella. Widzimy, że twórcy filmu zatrudnili dwie gwiazdy, acz nietypowego formatu. Powiedzmy sobie szczerze, że Campbell jest znany głównie fanom kina klasy B. Jest to dobry aktor, ale obawiam się, że dla większości kinomaniaków kompletnie anonimowy. Natomiast Walter Koenig jest gwiazdą jednej roli: Alfred Bester z Babylon 5. Uniknąwszy zmasowanego ataku fanów Star Treka dodam, że wystąpił on jeszcze w oryginalnym serialu i w filmach kinowych z Shatnerem jako Kirkiem grając role Chekova. Jak widać dla przeciętnego widza aktorzy są raczej anonimowi, ale dla fanów fantastyki to gwiazdy większe niż ¾ zdobywców Oscara. Póki jesteśmy przy aktorach, pewną ciekawostką jest to, że dla Koeniga jest to jedyna rola główna. Gra on w miarę często, ale drugo, czy trzecioplanowe postacie. Tutaj jest jednak gwiazdą filmu.

Skoro mamy bohaterów, to o czym jest fabuła, chciałoby się zapytać. Oto jest misja promu kosmicznego, która natrafia na orbitujące wokół ziemi szczątki czegoś dziwnego. Wśród znalezionych rzeczy znajduję się szkielet hominida (czy wręcz homo sapiens) i jakiś dziwny przedmiot przypominający hełm. Grant i Campbell zabierają znalezione przedmioty na Ziemię. Są one następnie badane w laboratorium NASA. Okazuje się, że pochodzą z księżyca. Nasi astronauci bardzo chcą sprawdzić, co się tam znajduję i skąd wzięły się te obiekty, ale przedstawiciel rządu odmawia tłumacząc się kosztami. Wkrótce jednak zmienia zdanie, kiedy z owego tajemniczego obiektu wychodzi robot skorpionopodobny, który korzystając z kilku przedmiotów w laboratorium przekształca się w maszynę do zabijania. Robot nie wygląda na zbyt strasznego, w gruncie rzeczy przypomina trochę bohatera Krótkiego spięcia (później pojawiają się maszyny przypominające EV-9D9 z pałacu Jabby w RotJ). Pomimo tego bez problemów pokonuje on grupę żołnierzy i wydaje się, że dokona eksterminacji całej populacji planety, ale na szczęści nasi dwaj astronauci dzięki sprytowi, odwadze i poświęceniu pokonują go. Po takim popisie bohaterstwa wkrótce pieniądze się znajdują i obydwaj lecą na księżyc.

Jeżeli czytelnik się zastanawia jak to jest możliwe, że można tak szybko polecieć na to ciało niebieskie, to od razu tłumacze: mamy lądownik z misji Apollo, który znajduje się w muzeum. W gruncie rzeczy jest to nad wyraz logiczne działanie i podnosi realizm filmu (jakby on tego potrzebował). W każdym razie po przybyciu na księżyc nasza dwójka bohaterów odkrywa tajemniczą budowlę. Gdyby nie było to wystarczająco niezwykłe w środku odnajdują sarkofag, w którym znajduje się… kobieta mówiąca dziwnym językiem! Rola tej postaci dla fabuły jest oczywista – film klasy B potrzebuje przynajmniej jednej sceny erotycznej. Zdradzę, że stroną męską w tej scenie jest Walter Koenig, co należy uznać za jakąś formę współczucia producentów dla tego aktora: dajemy tobie główną rolę, o, nigdy nie grałeś z nagą aktorką? To dorzucamy odpowiednią scenę. Skąd naga kobieta na księżycu? Oj, Däniken wszystko opisał. Okazuje się bowiem, że postać żeńska jest znacznie starsza od Granta. Tak o kilka tysięcy lat.

Niby można wracać już na ziemie, ale obcy-roboty atakują. Przeciwnikami bohaterów są bowiem dziwne maszyny poruszające kablami niczym mackami, kiedy trzeba poruszającymi się pod powierzchnią księżyca zostawiając tylko równe linie w stylu Czerwi, a gdy potrzebna jest scena walki przybierają pseudo humanoidalny kształt tańszej wersji T-800. Nie ma zbyt wielu postaci do odstrzelenia, więc koniec końców ginie tylko jedna. Następnie dowiadujemy się, że owe tajemnicze maszyny planują przy użyciu wielkiego statku zaatakować ziemię i ją skolonizować. Poza tym ludzie służą im za części zamienne do nie-wiadomo-czego. Naprawdę, jest to wyraźnie stwierdzone, że kroją oni homo sapiens na części, ale nigdy nie tłumaczą w jakim celu maszynie potrzebne są zamienniki pochodzenia organicznego.

Zapowiedź nawet nie jest taka zła, choć doskonale pokazuje najróżniejsze głupoty filmu.

Czy astronautom uda się uratować Ziemie? Czy NASA będzie bohaterska? Obejrzyj czytelniku, albo się domyśl. W każdym razie  można powiedzieć, że mamy do czynienia ze sprawnie zrobionym niskobudżetowym horrorem. Sceny na księżycu są starannie i dobrze zrobione, poza może ukrywaniem się w namiocie na potrzeby wiadome. Pomysł za filmem nie jest oryginalny, gdyż miesza elementy Obcego, Terminatora i wielu innych. Podobne koncepty pojawiają się także w opowiadaniach Dicka (choćby Druga odmiana, zekranizowana jako Screamers). Ogląda się jednak przyjemnie. Film ma wady, brakuje czasem akcji, a i dziury w logice są całkiem sporę, fabuła jest głupia jak but z lewej nogi Shattnera. Jeżeli jednak ktoś chce zabić czas, to Moontrap pasuje jak znalazł. Tylko pamiętaj czytelniku, w tym filmie gra Walter Koenig ze Star Treka!

 

Księżycowa pułapka (Moontrap) 1989

Reżyseria: Robert Dyke
Scenariusz: Tex Ragsdale 

Występują: 

 Walter Koenig –  Jason Grant 
 Bruce Campbell – Ray Tanner 
 Leigh Lombardi – Mera (jakby ktoś się pytał, główna bohaterka kobieca poza sceną erotyczną ma w tym filmie także i imię!)

 
 
 
 
2 words, 16 letters
 
 
 

6 comments

  1. Rusty Angel says:

    @Nie jest to jednak nowość, gdyż chociażby pod koniec lat 80-tych mieliśmy inny, niskobudżetowy horror opowiadający o tajemnicach znajdujących się tam, gdzie słońca nie ma.

    Gdzie nie ma słońca, bo nie rozumiem?

    @Natomiast Walter Koenig jest gwiazdą jednej roli: Alfred Bester z Babylon 5.

    Uwielbiam Bestera, zwłaszcza teraz ,gdy od pół roku przebijam się z trudem przez piąty sezon B5. Tylko on ratuje niektóre odcinki. Ale tego filmu nie zamierzam oglądać.

  2. hihnttheadmin says:

    Chodzilo mi o ciemna strone ksiezyca. Niezbyt jasno sie wyrazilem, zaraz “wyklaruje wyklad”.
    Co do 5 sezonu B5 – jest jednak jeszcze Londo i jego historia jest dla mnie motywem przewodnim sezonu. Chyba najsmutniejsza postac w telewizyjnej s-f.

  3. Rusty Angel says:

    Dla mnie historia Londo (i G’Kara, bo są nierozerwalne w moim umyśle) trochę już przebrzmiała, ale zobaczymy, skoro mówisz, że coś jeszcze jest warte oczekiwania. jest po prostu ten złotowłosy telepata-renegat i jak go widzę, to mam ochotę wyłączyć serial. Poza tym nie ma Ivanowej, a do Lochley nie umiem się przyzwyczaić.

  4. hihnttheadmin says:

    Jest warte. Gdybym nie zachecal wystarczajaco: Vir w ostatnim odcinku ma druga najwspanialsza scene w serialu (pierwsza jest “machanie reka”).

  5. GnoGer says:

    Jeszcze w podstawówce będąc obejrzałem ten film i do dziś dzień pamiętałem! Na pewno w pamięć wryły się piłki futbolowe przewożące samobudujące się roboty. Rewelacja! I fakt, istne deja vu miałem oglądając później Tajemnice Syriusza. Tam roboty ludzi używały jako smaru, tutaj – jako części zapasowe. Mile kino sf połączone z horrorem.

Leave a Reply

Your email address will not be published.