Jan Carter na Barsumie, czyli Mars nad rzeką Wisłą

Książki Burroughsa o Johnie Carterze nie były nieznane w Polsce, jeszcze przed wojną były dwa bardzo różne wydania Księżniczki Marsa. Pierwsze w wydawnictwie Trzaski, Evert i Michalski w 1927 roku i drugie przygotowane w oficynie Stanisława Cukrowskiego w 1936. Obydwa mają niezależne od siebie tłumaczenia, a różnice pomiędzy nimi są bardzo ciekawe. Zacznijmy jednak od początku. Edycja „Trzaski” została przygotowana z tytułem Księżniczka na Marsie (w rozumieniu raczej posesywnym, tzn. „pan na zamku”). Na końcu książki można też znaleźć zapowiedź kontynuacji: „Bogowie na Marsie”, jednakże – sądząc po Bibliografii Polskiej 1901-1939 (tom 3 Warszawa 1993) – nigdy nie została ona opublikowana. Natomiast w wydaniu Cukrowskiego książka Burroughsa została podzielona na dwa tomy. W tym wypakdu mamy do czynienia z serią książek wybitnie masowych, z ceną 6 zł. za (jak rozumiem z rozpiski na końcu) całość. Poza tym, co bardzo ciekawe, wydanie to ma inny tytuł niż „Trzaski”. Zamiast Księżniczki mamy Córkę Marsa. Skąd autorka przekład – Lili Hanusz – wzięła ten tytuł trudno powiedzieć. W każdym razie powieść ukazała się w ramach serii Biblioteka Książek Ciekawych obok twórczości między innymi Leslie Charterisa (autora Świętego).

Lista książek ciekawych
Lista "książek ciekawych" zamieszczona na końcu Córki Marsa

Wspomniałem o tym, że mamy do czynienia z publikacją w dwóch tomach. Jest to efekt w dużej mierze stosowania czcionki, przy której Fabryka Słów wydaje się wydawnictwem używającym bardzo małych liter. Cukrowski poprzez użycie takiego, a nie innego jej rozmiaru osiągnął taki efekt, iż zamiast 150 stron w edycji współczesnej, czy niewiele ponad 200 u „Trzaski” udało mu się zmieścić powieść na około 250. Chociaż oryginalna edycja książkowa Księżniczki miała jeszcze więcej stron, to należy pamiętać, że ówczesny Amerykański rynek trochę się różnił od Polskiego. Osiągnąwszy taką wielkość powieści Cukrowski zdecydował się podzielić ją na dwa tomy.

Księżniczka na Marsie
Okładka autorstwa Edmunda Johna

Nie to jest jednak najciekawsze przy porównywaniu tych dwóch edycji. Jeżeli spojrzymy na okładki szybko dostrzeżemy, że edycja Trzaski posiada piękną i starannie zaprojektowaną okładkę przez Edmunda Johna – malarza i architekta, wykładowcy kilku warszawskich uczelni. O ile nie jest to ideał, to jednak pozwala czytelnikowi w mniejszym lub większym stopniu zrozumieć, z czym ma do czynienia. Z pewnych względów podoba mi się to, w jaki sposób sportretował Dejah Thoris.

Córka Marsa
Okładka autorstwa Zygmunta Jurkowskiego

Cukrowski miał jednak inny pomysł na okładkę. Zlecił jej wykonanie artyście malarzowi (tak w książce) Zygmuntowi Jurkowskiemu, którego można uznać za etatowego grafika tej oficyny. Jak widać na załączonym obrazku mamy tutaj do czynienia z połączeniem zdjęcia w stylu Tarzana wymieszanego z Olimpiadą i dobrym fryzjerem i rysunku. Ta druga część reprezentowana jest na okładce tajemniczym Niebieskim Człowiekiem Marsa. Skąd jest ta rasa nie wiem, ale wygląda dziwnie!
Jest jednakże jeszcze jedna rzecz, która się rzuca w oczy jak widzi się okładkę. O dziwnym tytule wspomniałem, ale jeszcze nic nie napisałem na temat tego, jakim językiem posługuje się wydawca. Nie mamy tutaj do czynienia z Edgarem Ricem Burroughsem tylko z Edgarem Rays-Berousem. Zgaduje (nie mając wystarczająco dużo czasu, aby zagłębiać się przesadnie w temat), że wydawca starał się możliwie spolszczyć imię i nazwisko autora. Osiągnięty efekt jest jednak komiczny i to raczej wbrew Cukrowskiemu. Z drugiej jednak strony bardzo podobnie brzmi to i wygląda, jak rosyjski zapis: Эдгар Райс Берроуз („Edgar Rajs Berrouz”).
Na próbę dostosowania powieści do języka polskiego wskazuje poza moją intuicją także porównanie obydwu tłumaczeń. Lili Hannusz sprowadza sposób zapisu nazw i słów do bardziej przystępnych dla języka polskiego. Mamy w związku z tym Barsum zamiast Barsoom, Dea Toris, czy co najlepsze Gelium zamiast Helium. To ostatnie o tyle zwraca uwagę, iż sprawia wrażenie, jakby tłumaczono książkę z tekstu rosyjskiego, gdzie występuje zamienność g i h. Inaczej jest w przypadku anonimowego tłumacza pracującego dla „Trzaski”, zachował on mianowicie słowa w oryginalnym zapisie. Zmienił jednakże jedną rzecz, zgodnie z ówczesnymi zasadami języka polskiego mamy Jana Cartera. Lili już pozostawiła bardziej nam współczesnym pasującego Johna. Nie te drobne różnice językowe są jednak najciekawsze, kiedy porównuje się obydwa tłumaczenia. Wspomniałem, że edycja Cukrowskiego jest dłuższa poprzez zastosowaną czcionkę, aby uzmysłowić jak dużą ona miała rolę proponuje porównać znany fragment opisu Dejah Thoris. Najpierw dajmy tekst oryginalny:
Her face was oval and beautiful in the extreme, her every feature was finely chiseled and exquisite, her eyes large and lustrous and her head surmounted by a mass of coal black, waving hair, caught loosely into a strange yet becoming coiffure. Her skin was of a light reddish copper color, against which the crimson glow of her cheeks and the ruby of her beautifully molded lips shone with a strangely enhancing effect.
She was as destitute of clothes as the green Martians who accompanied her; indeed, save for her highly wrought ornaments she was entirely naked, nor could any apparel have enhanced the beauty of her perfect and symmetrical figure.

Teraz anonimowe tłumaczenie z wydania Trzaski…:
Twarz jej kształtu owalnego niesłychanie była piękna, rysy delikatne i wyrzeźbione regularnie, oczy duże i błyszczące, masa rozwianych, czarnych jak węgiel włosów, układała się na szczególnego jakiegoś rodzaju ozdobę. Skóra jej była blado-czerwono-miedzianej barwy, na tem tle ponsowy blask jej policzków i rubiny jej przepięknie ułożonych warg odbijały tem efektowniej. Tak jak i prowadzące ją Marsjanki nie posiadała wcale odzieży i, oprócz pięknie wrobionych ozdób, była zupełnie naga.

Jak widać jest ono dosyć wierne, przy czym zawiera cudowne elementy języka polskiego, które już zanikły. Przyznaje się tutaj od razu do tego, że lubię jak pisano po polsku przed wojną.
Spójrzmy teraz na tłumaczenie Lily:

Miała owalną twarzyczkę, piękne rysy, jakby rzeźbione w marmurze, wielkie błyszczące oczy i gęste, czarne, bujnie falujące się włosy, zebrane w dziwne i ładne uczesanie. Skórę miała odcieniu jasno-miedzianego, na tle którego jaskrawo płonęły dumne, purpurowe usta i ciemny rumieniec. Oprócz złotych bransolet na rękach i nogach, była zupełnie naga.

Tudzież w innym miejscu mamy taki tekst oryginalny:
It was a most grotesque and horrid tableau…

Lily:
Przykry i dziwny obraz…

Trzaska:
Był to obraz pełen grozy…

Brzmi dziwnie, czyż nie? Wszystko wygląda następująco. Tłumaczenie Lily Hanusz zawiera dużo błędów, a co więcej ogromnych skrótów wobec tekstu oryginalnego. Jeżeli połączymy to z wyjątkowo dziwnym zapisem imion bohaterów, jak i autora książki prowadzi to nas do dziwnych konkluzji. Mamy tutaj do czynienia z wydaniem, które aż prosi się by podejrzewać, że było pirackie! Co ciekawe jednak, chociaż ewidentnie Hanusz nie radziła sobie z tekstem, to tłumaczyła wiele innych książek. Jest to świetny dowód na to, że aby być tłumaczem z języka angielskiego, nie trzeba go znać zbyt dobrze. Co ciekawe, nikomu nie przyszło do głowy aby cenzurować Burroughsa i ubrać bohaterów. Uwagi o nagości zostały zachowane.
Poza tymi dwiema edycjami przedwojennymi mamy jeszcze wydanie z 1990 roku przygotowane przez Kantor Wydawniczy SAWW. Nie miałem go w rękach, ale sądząc z ukrytego w katalogach bibliotecznych tłumacza zgaduję, że jest to reprint wydania „Trzaski”. Trochę wcześniej, bo w 1984 powieść ukazała się na łamach dwóch numerów Fantastyki (październikowego i listopadowego). Jeżeli dotrę do tych publikacji i będzie w nich coś ciekawego, to nie zapomnę tego odnotować.

Książki Burroughsa przed wojną trafiła także do Czechosłowacji, gdzie miały więcej szczęścia. Oto ilustracja do Bogów Marsa:
Cutta fight

 

ps: tytuł jest aluzją do pewnego utworu muzycznego kompletnie nie związanego z Burroughsem.

ps2: w piątek recenzja filmu, a w poniedziałek za tydzień inna książka o Marsie.

0 words, 0 letters
3 words, 16 letters

5 comments

  1. Pani Recydywa says:

    Faktycznie – okładka Trzaski jest bardzo ładna, ale ta druga też jest na swój sposób wciągająca – każda ma inny styl.

  2. Hydrabi says:

    SAWW wydał “Księżniczkę…” w tłumaczeniu Torunia. Czyli te same co w “Fantastyce” 10/11 1084 r.
    Tak z ciekawości: Skąd macie dostęp do polskich tłumaczeń przedwojennych księżniczek? Zasoby własne czy wizyta w Bibliotece Narodowej?

    • hihnttheadmin says:

      Ach, dobrze wiedziec, czyli jak sie w koncu zbiore do poszukiwan bede mial o jedna pozycje mniej 🙂 Dostep do przedwojennych tlumaczen mialem via Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, ale przypuszczam, ze w wielu innych mozna znalezc egzemplarze (z tego co pamietam widzialem je tez w katalogu BNki). Przyznam, ze chcialbym miec je na polce, ale obawiam sie, ze zdobycie tych pozycji nie jest najlatwiejsze :/

Leave a Reply

Your email address will not be published.